Podróżując po świecie i „zaliczając” kolejne maratony staram się zawsze wygospodarować chwilę nie tylko na zwiedzanie, i nie tylko na sam maraton, ale także na zwykłe treningowe bieganie. Zresztą takie swobodne bieganie to świetny sposób na zwiedzanie.

Podczas styczniowego maratonu na Maderze udało mi się wygospodarować dwa takie wolne dni. I choć pogoda była lekko mówiąc niezachęcająca, to oba treningi okazały się niezwykłe. Położona niemal pośrodku Atlantyku Madera słynie z pięknych, strzelistych klifów, spadającym pionowo do oceanu. Znalazłem starą, opuszczoną drogę prowadzącą wzdłuż takiego właśnie wybrzeża. Deszcz tylko upiększył tę przygodę. Widoki niknących w chmurach szczytów – to coś wspaniałego, chciałbym tam powrócić.

Jeżeli nie byliście jeszcze na Maderze, zacznijcie zbierać pieniądze. Z Polski najwygodniej dolecieć do Portugalii, i tam przesiąść się w Porto albo w Lizbonie. Można lecieć z Warszawy także bezpośrednio, ale wyjdzie znacząco drożej. Bez względu jednak na to ile wydacie na bilety lotnicze, wyprawy na Maderę nie będziecie żałować jeżeli tylko nie spędzicie wczasów w ośrodku wypoczynkowym!