Ostrzegano mnie przed Irlandią i Irlandzkimi barami. Że głośno, że chętnie wyciągają noże, że każdy kto zasłuży po mordzie dostanie. Z drugiej strony każdy Polski Irlandczyk – a przyznać trzeba, że w tym kraju każdy mieszkaniec znad Wisły i Odry już był poza mną – nie miał wątpliwości: barowe życie nocne Dublina musisz obejrzeć. Załadowałem więc do plecaka w charakterze goryla Sławka, i wbiliśmy.

No takiego wspaniałego wyboru pamiątkowych magnesów to ja nigdzie nie widziałem 🙂 Kupiłbym wszystkie, ale zasada mówi, że więcej niż trzy to bezsensowny zakup. Dokupiłem za to żonie piękny kubek na piwo 🙂 Potem zjedliśmy ohydną rybę z frytkami z octem (tak, tak, tak – wiem, że każdy wie ale spróbować trzeba było). Poziom niesmaczności dania kontrastował z pięknej restauracyjnej elewacji.

Wzbogaceni o magnesy i obowiązkową kulinarną przygodę wbiliśmy do pierwszego lepszego, jednego z dziesiątek pubów. Z muzyką na żywo. Wiecie, dwóch facetów w jakimś mieście, nocą, w czwartek, 23:00. Słowem nuda, nuda, nuda i pewnie wszystko zamknięte, a jeżeli otwarte, to pewnie pusto. Tak jest przecież zawsze w Polsce. I co?

I mam odpowiedź na pytania organizatorów biegów w naszym kraju „Czemu do nas nie przyjeżdżają biegacze z Europy i świata, przecież mamy tak świetne biegi”. A czemu mieliby przyjeżdżać skoro wieczorem mogą sobie pooglądać co najwyżej w hotelowym TV Księdza Mateusza albo zwiedzić za dnia któreś z licznych miejsc martyrologii… W Dublinie wsiąkliśmy w życie nocne, a Irlandczycy okazali się ludźmi, którzy na nowo dla nas zdefiniowali wyraz IMPREZA.

Żałuję, osobiście nie umiem choć na chwilę tak się wyluzować i wyradościć jak oni. Nie umiem śpiewać piosenek na całe gardło. Nie umiem śmiać się cały czas bez przerwy na oddech. Napisać, że gorąca Irlandzka krew musi być rodem znad Morza Śródziemnego? Włosi i Hiszpanie przyjeżdżają tutaj nauczyć się imprezować. Czy oni czegoś dolewają do tego Guinnessa, że tak się bawią? Czy nie mają żadnych smutków w życiu? Jak można być tak radosnym i przyjacielsko nastawionym do wszystkiego wkoło bez względu na to, czy to stoi, siedzi, leży?

Urzekła mnie ta nocna przygoda, ale i zasmuciła. Życie nocne w Polsce w zestawieniu z tą małą, choć tętniącą życiem dzielnicą Dublina jaką jest Temple Bar, wypada źle. Nie słabo lecz co najmniej ŹLE. A to był przecież zaledwie czwartkowy, zwykły wieczór. Co dzieje się w weekendy? Co dzieje się w święta? Co dzieje się podczas wydarzeń sportowych? Panienko Święta, opiekunko imprezowiczów, miej w swej opiece tych, którzy do Dublina trafią nocą w weekend!