Maratona di Palermo ukończyliśmy w listopadzie 2016 roku. Wtedy jeszcze nie mieliśmy w głowie przebiegnięcia maratonów w każdym kraju świata – ten pomysł pojawił się równo rok później, w listopadzie 2017. Podbiliśmy Włochy liczną, jedenastoosobową ekipą i w ciągu tygodniowego pobytu udało nam się zwiedzić prawie całą wyspę. W trybie oczywiście mocno przyśpieszonym.

Odgrzebałem ten film z jakichś czeluści archiwum, i choć jestem przerażony jego jakością, to jednocześnie szczęśliwy, że udało mi się odnaleźć to nagranie. Mam dowód, że Sebastian umie jeździć autem pod prąd 🙂

Z samego maratonu najbardziej podobało nam się Palermo. Sławek, jako wybitny logistyk, znalazł niesamowitą miejscówkę noclegową w najstarszej części miasta – nocowaliśmy w czymś w rodzaju poddasza starego kościoła. Na drinka mogliśmy wychodzić na dzwonnicę… Eh, na pewno to zamieszczę w osobnym filmie!

Maraton warto zaliczyć. Postawi on do pionu tych wszystkich, którzy narzekają na jakieś wydumane błędy w organizacji maratonów w Polsce. Tutaj, we Włoszech nikt nie martwi się tym czy biegacze będą mieli na starcie ubikacje, na mecie przebieralnię a na trasie kibiców. Jest start, jest meta, jest zabezpieczona trasa – a dalej sobie radźcie. Maraton rozgrywany jest na dwóch „półpętlach”, półmaraton na jednej, druga pętla jest dużo trudniejsza, od 31 do 36 km jest podbieg. Szczerze mówiąc, to niewiele już pamiętam, poza tym, że na mecie leżałem przez 15 minut nie mogąc dojść do siebie, i w końcu ekipa towarzysząca zawiozła mnie do hotelu autem 🙂