Podstawą gospodarki Mauritiusa jest od trzystu lat trzcina cukrowa. Jej plantacje nawet dziś pokrywają blisko połowę terenów uprawnych wyspy. Do zajmowania się uprawami koloniści od dawien dawna „używali” niewolników, których los niewiele różnił się od losów ich pobratymców z innych regionów świata. Stąd częste bunty i ucieczki w głąb wyspy lub w terenu górzyste, w których powstawały wręcz republiki zbiegłych niewolników.

Gdy zniesiono w końcu niewolnictwo, wyzwoleńcy odmówili pracy i żyli ze zbieractwa, żebractwa, łowienia ryb. W ich miejsce na Mauritius sprowadzono dziesiątki tysięcy wolnych Hindusów, którzy byli wtedy najtańszą dostępną w okolicy siłą roboczą. Potomkowie owych pracowników najemnych pozostali na wyspie do dziś. Stąd wzięła się obecna różnorodność mieszkańców Mauritiusa – część to europejczycy, głównie Francuzi, spadkobiercy kolonistów, część do kreole będący potomkami murzyńskich niewolników, i w końcu ostatnia ale nie mniej liczna grupa – właśnie Hindusi.

Pomimo iż tworzą jeden naród, wszystkie trzy grupy trzymają się oddzielnie, kultywując swoje własne tradycje, obrzędy i wierzenia.

A trzcina cukrowa rośnie wysoko, i można się w niej zgubić. A wtedy biada, oj biada.