Co najbardziej nas zaskoczyło podczas pobytu na Mauritiusie? Niewątpliwie jedną z takich niespodzianek było Słońce. I to nie dlatego, że świeciło jakoś bardziej kolorowo…

Ponieważ Mauritius leży na półkuli południowej, to Słońce wędruje podczas dnia „w drugą stronę” – od prawej do lewej – co samo w sobie powoduje zachwianie orientacji w przestrzeni i czasie. Na wyspę polecieliśmy w lipcu, gdy na drugiej półkuli panuje coś w rodzaj zimy. Nie o temperatury jednak chodzi, które i tak wynosiły od 20 do 30 stopni, ale… o długość dnia. Noc zaczynała się już o 18:00, więc jeżeli wstało się na śniadanie o 10:00, a wyjeżdżało na zwiedzanie w południe, to po 6 godzinach… było już ciemno!

Blisko równika Słońce zachodzi bardzo szybko, i w zaledwie 15 minut potrafi zrobić się ciemno. Wystarczy wejść na dłuższą chwilę do łazienki, a po wyjściu… stwierdzasz, że już noc 🙂 Ciężko się było przyzwyczaić do braku wieczora!