Wiele osób zadaje nam pytanie, co zrobimy, gdy w jakimś kraju nie ma maratonu. Cóż. Po pierwsze – cierpliwość. Być może dziś nie ma, ale nasz projekt przebiegnięcia maratonów każdym kraju świata trwać będzie aż 10 lat. Więc za rok, za dwa, za pięć… Może ktoś w Północnej Osetii czy w Somalilandzie jednak w końcu maraton zorganizuje.

Gdy cierpliwość nie wystarczy, wdrożymy plan B: bieg na innym dystansie. Maraton możemy zastąpić ultramaratonem (a te są organizowane często w najbardziej niezwykłych miejscach świata – np. na Papui Nowej Gwinei). Gdy nie będzie ultra, możemy pobiec półmaraton, i od razu za metą dokręcić brakujące kilometry (ale to już ostateczność)

A jaka jest ostateczność ostateczna, taka gdy już nic nie pozostanie innego? Zorganizować maratonu samemu. Taki prywatny maraton przebiegłem w 2016 podczas wczasów na Greckiej wyspie Korfu. Jeden zawodnik, jeden sędzia – więc i o zwycięstwo było łatwo 🙂 To rzeczywiście ostateczność, której za wszelką cenę będziemy starali się uniknąć, ale gdy nie będzie innego rozwiązania – też może być fajnie.

Pomysł był prosty: wypożyczyć quada, pojechać na najdalszy koniec wyspy, i spróbować wrócić biegiem. Plan maksimum to było przebiegnięcie całej wyspy wzdłuż, plan minimum – przebiec maraton. I ten plan minimum udało się osiągnąć mimo 30 stopni. Nocą. Było świetnie i na quadzie, i biegowo! Zobaczcie na filmie.