Nie lubię takich ciągnących się kilometrami kurortów pełnych plastikowych niby-statków wycieczkowych, niby gotowanej kukurydzy i niby sklepów. Kurortów pełnych Januszy i Grażyn leżących plackiem na plażach niczym liczące tysiące osobników stada fok.

Alanya zrobiła na mnie właśnie takie wrażenie. Jakieś pięć osób na metr kwadratowy plaży, i na oko kilka tysięcy sklepików z zupełnie niczym. Ale za to spędzić można tutaj tydzień za tysiąc złotych wraz z dolotem 🙂 Mimo to postanowiliśmy właśnie tutaj postawić naszą bazę wypadową przed wyjazdem na Runfire Salt Lake Ultra Marathon. I wiecie co? Nie podobało mi się tutaj, dopóki nie doszedłem do starej części miasta. Jestem pod wrażeniem, zwłaszcza podziemnych doków i potężnej wieży Kizilkule chroniącej port. Jest na co popaczeć.

Jutro wyprawa na odległą o 500 kilometrów pustynię Tuz Gölü – a raczej jezioro, tyle że wyschnięte. Stopem. Ciekawe czy się uda dojechać takim środkiem transportu 🙂