Nie do końca byliśmy pewni co myśleć o tej imprezie – maratonie na wyschniętym, słonym jeziorze w środkowej Turcji. Garmin Runfire Salt Lake Ultra Trail wyglądał niesamowicie widowiskowo na zdjęciach organizatora.

Już samo dotarcie na miejsce zawodów stanowiło spore wyzwanie – ciekawych odsyłam do mapy Turcji, poszukajcie jeziora Tuz Gölü. Żeby było ciekawiej, trzeba było mieć ze sobą własne namioty i wszystko do przeżycia (alternatywnie można było wykupić bardzo drogie miejsce noclegowe w wieloosobowych namiotach oferowanych przez organizatorów). Całe szczęście udało nam się i o 22:30 zdążyliśmy dotrzeć na skraj pustyni, gdzie rozbity był obóz biegaczy – w sam raz, by pod pięknym pustynnym niebem obejrzeć całkowite zaćmienie księżyca.

Maraton okazał się trudniejszy niż wskazywałyby na to zdjęcia i łatwiejszy niż się obawialiśmy. Start o 8 rano, ale słońce stało się zabójcze dopiero dwie godziny później. Ciekawostką jest fakt, że jezioro nie do końca jest wyschnięte – kilka dni wcześniej w okolicznych górach spadł deszcz i zapełniło się ono miejscami po kostki wodą. A raczej pachnącą siarką, okropną mulistą solanką, w której zanurzeni po kostki przebiegliśmy łącznie ok. osiem kilometrów.

Sól wypaliła nam oczy, twarze, dłonie. Temperatura sięgała 40 stopni, a na trasie były tylko dwa punkty z wodą. Wyobraźcie sobie, że byli także tacy, którzy w tych warunkach wystartowali na 80 km oraz na 100 mil, bo takie dystanse też były do wyboru (było także 10 km oraz półmaraton). To nie ludzie, to roboty!

Do końca życia pamiętać będziemy ten maraton jako jeden z najtrudniejszych, ale też niezwykle widowiskowych. Czy na pustyni solnej istnieje życie? Widzieliśmy krowę, szarańczę, ptaka i coś podobnego do psa. Niestety wszyscy oni byli martwi. Michał widział także w oddali słonie, ale to chyba była fatamorgana… Turcja zdobyta jako nasz 28 kraj, jedenasty w tym roku 🙂

Więcej o maratonie przeczytacie na stronie MaratonyPolskie.PL