Kto jest największym zabójcą w Tajlandii, zbierającym każdego roku krwawe żniwo? Posępnym łowcą czekającym na nieostrożnego turystę, który wędruje sobie beztrosko drogą, plażą, lub dżunglową ścieżką? Bezlitosnym wykonawcą wyroku śmierci zaczajonym na swoje ofiary szukające chwili wytchnienia w cieniu? Podczas maratonu w Tajlandii wciąż byliśmy w zagrożeniu, w zasięgu tego siepacza…

Dzisiejsza opowieść jest opowiedziana nieco z przymrużeniem oka, niemniej pamiętajcie, że opowieść z filmu jest prawdziwa. Rocznie łupem tego rzeźnika pada więcej osób, niż jest ofiar tygrysa szablozębnego – i to nie dlatego, że ten ostatni wymarł jakieś 10-12 tysięcy lat temu. Patrzenie pod nogi niewiele pomoże, gdy śmierć dopadnie Was z nieba.

W Tajlandii są specjalne obszary, do których zjeżdżają komandosi z najlepszych jednostek specjalnych świata z jednym tylko zadaniem – przeżyć do ranka. Słyszeliście kiedyś o jakimś komandosie, który przeżył tę próbę? Nie słyszeliście, i zastanówcie się czemu… Tak. Żaden nie przetrwał żywy w palmowym gaju, by opowiedzieć tę historię… Mimo to Wasi nieulęknieni reporterzy zagłębili się w dzikie ostępy – ale i my nie odważyliśmy się zrobić tego nocą. Na nic refleks, na nic sokoli wzrok, gdy największy zabójca Tajlandii rzuci się na Was w ciemności…