Tak, to ten jedyny, prawdziwy, ten który dał początek wszystkim innym. A przynajmniej od kilku lat tak właśnie reklamują swój maraton organizatorzy Athens Authentic Marathon – maratonu, którzy ze względu na historię rzeczywiście zasługuje na miano matki wszystkich maratonów. To przecież właśnie tutaj, około 40 kilometrów od Aten wojska Perskie starły się z armią ateńskich hoplitów i poniosły klęskę. Wtedy to w drogę do Aten, zagrożonych tym razem od morza, ruszyli niezwłocznie po wygranej bitwie hoplici. Dobiegli na czas, a Persowie widząc ponownie swoich pogromców odstąpili od próby wysadzenia desantu.

Organizacja maratonu początkowo robi wrażenie, choć biuro zawodów… no dobra, nie czepiam się, kto był to wie, a kto nie był to się dowie jak będzie 🙂 W środku nocy, czyli tak od godziny 4 rano, organizatorzy specjalnymi autobusami przewożą z kilku wybranych miejsc Aten biegaczy na start do odległej o ok. 40 km wioski Marathonas (Μαραθώνας). Ale o tym możecie poczytać w artykule Moja Grecka Tragedia

Trzeba przyznać, że maraton do łatwych nie należy. Jakieś 20 kilometrów jest pod górkę, z górki dopiero od 33 kilometra. Do tego w listopadzie raczej wciąż jest w Grecji gorąco. Nie liczcie także że, poza historycznym miejscem startu i bajkową metą, zobaczycie podczas biegu jakieś zabytki. Biegnie się raczej opłotkami, dzielnicą mieszkalną i przemysłowymi przedmieściami. Jeżeli więc ktoś liczy na tego typu atrakcje na trasie, to się zawiedzie. Pomimo to maraton w Atenach trzeba zaliczyć, bo to dla każdego maratończyka niejako obowiązek. Spotkacie na nim z pewnością wielu rodaków, ja naliczyłem w 2017 co najmniej kilkudziesięciu mijanych na samej trasie!

Jeżeli ten tekst czytacie latem lub jesienią, to odwiedźcie stronę organizatorów i zapiszcie się. Termin maratonu to druga połowa listopada, ale nie da się zapisać w ostatniej chwili.