Rosjanie to doprawdy nietypowy naród. Kraj, który ma jedne z największych złóż surowców na świecie utrzymuje absolutnie nierentowną kopalnię węgla kamiennego na wyspie odległej o tysiące kilometrów od swojego terytorium. Dlaczego?

Barentsburg to rosyjskie „miasto – kopalnia” położone w archipelagu Svalbard (na wyspie Spitsbergen). Choć archipelag stanowi część Norwegii to Traktat Spitsbergeński z 1920 roku daje kilkudziesięciu krajom prawo do wydobywania w nim surowców naturalnych oraz prowadzenia badań naukowych (między innymi na tej podstawie istnieje tam Polska stacja arktyczna)

Rosjanie wybudowali więc ów „miasto – kopalnie” tylko po to, by skoro pod pewnym pretekstem można, to zaznaczyć tam swoją obecność. Fedrują więc wciąż arktyczny węgiel nie zważając na koszty, który potem wożą statkami kilka tysięcy kilometrów, choć własnego w Rosji mają pod dostatkiem.

Barentsburg to w pewnym sensie niezwykłe muzeum, po którym chodzi się z otwartymi ustami. Pomnik Lenina pod którym wciąż ktoś składa kwiaty, liczące sobie kilkadziesiąt lat zrujnowane drewniane domy, widoki przypominające miejscami Kołymę lub Czarnobyl. Największe wrażenie budzi najbardziej okazały budynek w mieście… hala sportowa wraz z krytą pływalnią! Wyobraźcie sobie basen sportowy niewiele dalej niż tysiąc kilometrów od bieguna. Mają gest! Obiekt z zewnątrz wygląda okazale, wewnątrz już gorzej, ale… ale działa, i można się kąpać jeżeli zasłuży się na specjalną przepustkę.

Co ważne jest też restauracja, w której kupicie wódkę w rozsądnej cenie. Górnicy to wytrwali robotnicy, ale coś pić przecież muszą. Jak w starym kawale: Szeregowy! Wypiliście w tydzień 25 litrów wódki? No tak, ale nas było dwóch Panie oficerze!