Myślicie, że krowy nie podróżują? Otóż jesteście w błędzie. Podczas jednej z najdalszych możliwych wypraw towarzyszyła mi pewna krówka, która uratowała mnie w chwili ostatecznej. Po 5 godzinach biegu ciągnąłem już ostatkiem sił, i nie wiem czy dotarłbym na metę gdyby nie ona…

Przebyła 17 tysięcy kilometrów samolotami i statkiem, by tutaj właśnie, na Antarktydzie wypełnić swoje przeznaczenie. Zamarzła na kość, i aby ją zjeść musiałem bić w nią pięć minut znalezionym głazem. W końcu jednak udało mi się do niej dobrać…

Zapraszam Was do zapoznania się z historią jedynej w swoim rodzaju krówki prosto z Polski.