Piotrka i Mirka poznaliśmy w Gambii. To dwaj nasi rodacy, których różne życiowe losy rzuciły do tego odległego, a dla nas europejczyków – wręcz dzikiego kraju. Każdy z nich radził sobie na swój sposób, aż pewnego dnia ich drogi skrzyżowały się i poznali się właśnie tam – praktycznie na końcu świata. W kraju o którego istnieniu wielu nawet nie zdaje sobie sprawy.

Do Gambii przybyli ze swoimi życiowymi bagażami, by choć na chwilę oderwać się od codziennych zmartwień. Tu znaleźli swój azyl. Chłopaki zakasali rękawy i postanowili stworzyć coś własnego. Wynajęli tubylczą zagrodę, z małym domkiem o standardzie iście afrykańskim, i nazwali go PolGambią. Mieszkaliśmy u nich przez cały nasz pobyt w tym kraju. Kraju niełatwym dla podróżników, bo choćby zrozumienie zasad działania komunikacji czy wodociągów, wymagało pewnego doświadczenia.

Piotrek odebrał nas z lotniska, mimo iż miał to zrobić organizator maratonu. Powiedział „zapomną o Was mimo obietnicy” i tak rzeczywiście się stało. Przejechaliśmy razem kilkaset kilometrów. Pogadaliśmy. Wypiliśmy. Pospaliśmy. Wyjaraliśmy. Śniadaniowaliśmy także wspólnie, słuchając ich opowieści.

Piotrek wrócił po wielu miesiącach pobytu w Gambii do Polski i wydał swoją książkę 77 Słoni. Mirek został w Afryce. Czy na zawsze? Czas pokaże, ale nie chce wracać.