Czy wiecie, że tylko 2-3 procent firm w Nepalu płaci podatki? Reszta udaje, że nie istnieje, a aparat państwowy nie ma narzędzi by egzekwować prawo fiskalne. Czyli płaci tylko ten, który ma taką fanaberię. Na cześć płacących podatki raz do roku Prezydent Nepalu wydaje specjalne doroczne przyjęcie podczas którego dziękuje firmom utrzymującym krajowy skarbiec. Ah, żeby tak w Polsce takie bankiety…

To tylko jedna z ciekawostek dotyczących tutejszych finansów. Innym przykładem mogą być ceny w restauracjach, które zapisane w karcie dań mają niewiele wspólnego z ceną, którą trzeba zapłacić w rzeczywistości. Jak to możliwe? Okazuje się, że to co widzicie podczas zamawiania np. obiadu nie tylko nie zawiera obowiązkowego (!) 10% napiwku, ale i 13% vat-u. Gdy więc coś kosztuje 1000 rupii, przyjdzie Wam zapłacić 1243. Mało tego – ponieważ nikt i tak tego pseudo „vat-u” nie odprowadza jest to po prostu czyste oszustwo… Akceptowane przez wszystkich. Jeżeli jesteście niezadowoleni, nie ma też jak odmówić napiwku.

Ceny produktów w sklepach (z bardzo małymi wyjątkami) są wyłącznie w głowach właścicieli. Więc za każdym razem gdy chcecie coś kupić, musicie pytać sprzedawcy ile dany produkt kosztuje (od wszelakich pamiątek typu magnes czy figurka, przez jedzenie, po ubranie, buty, mapy itd.). Oczywiście obowiązkiem jest targować się. Cenę właściciel wyznacza na podstawie oględzin pytającego. Więc np. maska małpy może kosztować 11 tysięcy rupii dla Ciebie, ale gdy spyta brzydki i niedomyty kolega już tylko 6 tysięcy. A jak potargujecie, to pójdzie i za 2 tysiące. Niby fajnie, ale staje się to męczące gdy kilkadziesiąt razy dziennie musicie się targować o dosłownie wszystko, chcąc się po prostu dowiedzieć po ile magnesy na lodówkę…

Podczas targowania się sprzedawca często pyta, to ile byście chcieli WY zapłacić. To pułapka. Jeżeli powiecie jakąś kwotę i ona mu przypadnie do gustu (np. stwierdzicie że za skórzaną torbą możecie dać 3000 rupii zamiast jego propozycji 8000), to nie możecie już wycofać się z transakcji. Wasza odpowiedź traktowana jest jako zobowiązanie zakupu, i jeżeli sprzedawca zaakceptuje cenę to oczekuje od Was zapłaty. Więc – ostrożnie z teoretyzowaniem! Nie ma czegoś takiego jak „ewentualnie, za 3 tysiące mógłbym wziąć…”

Sporo legend dotyczy taksówkarzy. Że kręcą (jak na całym świecie!), że jadą dookoła, że po dojechaniu do celu (lub zupełnie gdzie indziej niż sobie życzyliście) żądają większej ceny niż ustalono. Z taksówek skorzystaliśmy kilkanaście razy – zarówno na trasach krótkich jak i dwa raz na 20-30 kilometrowej – i nigdy nic takiego nam się nie przydarzyło. Ustalenie ceny na początku (i zbicie jej o połowę od podanej przez kierowcę) to oczywiście obowiązek. Później należy po prostu sprawdzać nawigację gdzie nas wiozą. Na 30 kilometrowy kurs po górach zapłaciliśmy… 80 złotych. Trwało to dwie i pół godziny, bo prędkość przelotowa samochodów na Nepalskich drogach to jakieś 8-12 km/godz. Nie zamawiajcie też taksówki u naganiaczy – taki specjalista sprzedać Wam będzie chciał kurs za 2000 rupii, podczas gdy kierowca spytany bezpośrednio na ulicy – zgodzi się pojechać np. za 800.

Hotele – te najlepsze w dzielnicy Thamel w Kathmandu oscylują w okolicach 200-300 złotych za dobę. Wszystko inne w dół to już często przygoda – woda, prąd, internet, śniadanie, okno, okno z szybą, WC – czym taniej, tym mniej z wymienionych elementów otrzymacie. Przy cenach poniżej 50 złotych zaczyna się już zabawa w survival. Ale można podobno nawet poniżej 20 złotych znaleźć pokój – tyle tylko, że ze współlokatorami.

Podróżując należy także pamiętać, że przekraczając granice poszczególnych dystryktów (coś jak u nas Powiaty) zagraniczni turyści muszą za każdym razem płacić myto, czyli specjalny podatek. W zależności od dystryktu cena może wynieść od 10 do 30 złotych. Ceny w górach to już zupełnie inna kategoria – specjalne zezwolenia, licencje, przewodnicy, dodatkowe wizy. Ale Ci którzy ruszają w wysokie góry – pewnie wiedzą to lepiej niż my.

Alkohol drogi – ceny europejskie. I o ile taki na przykład rum kopie że hohoho (43 procent!) to piwo mieliśmy wrażenie że pijemy bezalkoholowe choć na etykiecie dumnie napisane było 5 procent. Jedzenie w knajpkach czym droższe tym bardziej cywilizowane, ale 100 złotych na dobrą kolację dla dwóch osób wystarczy w bardzo porządnym lokalu (pamiętajcie o doliczanym do rachunku napiwku i „vat”). Przy drodze lub w bocznej uliczce zjecie i za 5-7 złotych, choć na doznania smakowe wtedy raczej nie liczcie. Jako że Kathmandu spowite jest pyłem, wraz z ulicznym jedzeniem zjecie też ów pył. W sklepach samoobsługowych „u chińczyka” jest znacząco drożej niż w zwykłych sklepikach hindusów. Na ceny nie patrzcie, bo i tak w kasie raczej nie będą się zgadzały.

Ponieważ rupii Nepalskich w Polsce nie kupicie, warto zabrać ze sobą dolary, euro lub funty. Wypłaty z bankomatów są oczywiście możliwe ale… za każdą wypłatę bez względu na kwotę oraz to jaką macie kartę, i tak zapłacicie dodatkowe 500 rupii (około 5 dolarów) prowizji, która zostanie ściągnięta z Waszego konta. Natomiast kantorów jest dużo i bezpiecznie można wymienić każdą kwotę. W tych prawdziwych kantorach poproszą Was o okazanie paszportu, jeżeli paszportu nie proszą, znaczy się że jesteście u „konika”. W niektórych miejscach odmawiają uznawania nowych dolarów amerykańskich, bo jakoś podejrzanie za ładne. Resztę oczywiście otrzymacie w rupiach, po kursie tak mniej więcej na oko. Heh!

Pozostaje jeszcze cena samolotów – zarówno dolotu jak i wycieczek po Nepalu (np. oblot Himalajów). Podobno tego typu loty widokowe są dość kontrowersyjne, bo albo kosztują BARDZO DUŻO albo są oferowane przez pilotów bez licencji czy w ogóle bez zgody na lot nad Himalajami i polatacie sobie za kilkaset złotych 20 kilometrów od gór – a pilot powie, że warunki pogodowe nie pozwalają bliżej. Różne rodzaje wycieczek i wypraw można kupić na każdym rogu, ale my się nie zdecydowaliśmy. Zwykle są to wielodniowe atrakcje jak trekking, wspinaczki, spływy górskimi rzekami, zwiedzanie parków narodowych czy wyjazd do graniczącego z Nepalem Bhutanu. Wstęp do parków jest dla gości zagranicznych możliwy tylko z płatnym przewodnikiem – więc to też dodatkowy koszt.

Auta w Nepalu nie wynajmiecie, ale i tak taniej korzystać po prostu z taksówek. Odległości w Nepalu może nie są ogromne, ale ze względu na stan dróg pokonanie 200 km to już 8-12 godzin jazdy. Sugerowane jest więc przemieszczanie się po kraju samolotem.