Miejsce to robi przytłaczające wrażenie na tych wszystkich, którzy kulturowo przyzwyczajeni są do tradycyjnych, chrześcijańskich pochówków. Nad brzegami świętej rzeki Bagmati każdego dnia płoną stosy pogrzebowe, a pozostałości po kremacji wrzucane są do wody i z nurtem spływają do odległego o tysiąc kilometrów oceanu.

Świątynia Paśupatinath leży we wschodniej części Kathmandu. Wstęp do niej mają wyłącznie prawowierni hindusi, ale innowiercy mogą kupić za 1000 rupii nepalskich (ok 35-40 złotych) bilet upoważniający do obejrzenia placu przy świątyni, oraz co najważniejsze brzegu rzeki z katafalkami. Jeżeli będziecie mieli trochę szczęścia, zobaczycie ceremonię palenia zwłok…

Ciała zmarłych są najpierw obmywane wodą z rzeki, namaszczane wonnymi olejkami i kadzidłami. Dzięki temu gdy trafią na stos zapach niosący się po okolicy jest znośny… taki… słodkawy. Zgodnie ze ściśle przestrzeganą tradycją ogień pod stosem ojca rozpala najstarszy syn, a pod stosem matki – najmłodszy. To, jak blisko świątyni odbędzie się kremacja zależy od zasobności portfela rodziny – czym bliżej, tym drożej. Dawniej pod samą świątynią płonęły stosy wyłącznie z członkami rodziny Królewskiej…