Wczoraj była śliczna plaża, więc byście nie pomyśleli, że my tutaj jesteśmy na urlopie, to dzisiaj surowe ujęcie z dnia pracy – czyli kolejne miejsce z kategorii „poza strefą komfortu”. Mowa o czarnym sercu Dakaru – tutejszym targu. W większości ujęcia z ukrytej kamery.

Stolica Senegalu zrobiła na nas przygnębiające wrażenie. Nie znaleźliśmy tu nic uroczego, ani jednego miejsca w którym chciałoby się przystanąć. Kroki skierowaliśmy w samo serce miasta – na targ. Tutaj weszliśmy tam, gdzie zwykli turyści i podróżnicy już nie wchodzą. Było rozsądnie bezpiecznie tylko dzięki temu, że był środek dnia. Po Dakarze nie należy pod żadnym pozorem spacerować po zmroku, a co dopiero po zakamarkach. Warszawski targ przy Stadionie Dziesięciolecia nawet w latach swojej „świetności” to w porównaniu z Dakarem ustronny i cichy Ciechocinek.

Z ulgą wyszliśmy. Jeszcze przez godzinę w ustach mieliśmy smak spalin, dymu, piachu, śmieci, nafty i gazu. Jednym słowem – było fajnie, ale jeżeli należycie do osób z cukrzycą lub nadciśnieniem – nie polecamy.