Gdy tylko udało nam się wstać rano (w rzeczywistości było już południe) po długiej, zajmującej prawie dwie noce podróży do Senegalu (wyruszyliśmy z domów o pierwszej w nocy, dotarliśmy do hotelu pod Dakarem o trzeciej następnej nocy) ruszyliśmy na plażę sprawdzić czy jest piasek i inne plażowe dziwadła.

Wszystko jest na swoim miejscu – plaża, woda, wiatr we włosach pędzących plażą koni.

Po dwóch kilometrach spaceru zgłodnieliśmy. Wypowiedzieliśmy więc życzenie, i oto przed nami pojawił się Karum oraz jego śliczna siostra Aia. Karum jest plażowym sprzedawcą podkoszulków, a Aia smaży rybki! Bardzo duże i groźnie wyglądające 🙂

Ogromna dzika ryba, z wielkimi zębami i ośćmi jak żeberka – do tego kilo ryżu i różne takie pikantności… Porcja tak wielka, że każdy z nas dał radę zjeść tylko połowę obiadu. A co z drugą połową? Poszła od razu do morza jako przynęta na kolejny obiad! Cena 2500 senegalskich batatów, czyli jakieś 9-11 złotych.

Minusem jest to, że Karum przez cały obiad siedział obok i namawiał nas do kupna jego koszulek. Nie działały żadne odmowy. W końcu chciał nam sprzedać także swoją siostrę. A że Karum jest świetnym sprzedawcą, to prawie kupiliśmy Aię. W ostatniej chwili przypomniało nam się jednak, że mamy żony. Uff, było blisko!