Do Singapuru na Standard Chartered Singapore Marathon przylecieliśmy bezpośrednio z Wietnamu po pokonaniu tamtejszego maratonu w Sajgonie (Ho Chi Minh). Wylądowaliśmy o godzinie 16:00 w sobotę, więc do startu pozostawało nam zaledwie nieco ponad 12 godzin. Za mało by się wyspać czy zregenerować po podróży.

Biuro Zawodów czynne było do 19:00, więc zdążyliśmy na ostatnią chwilę z lotniska. Już tutaj doznaliśmy po raz pierwszy tego, co spotykać nas miało przez resztę pobytu – całkowitego zaplanowania przez mieszkańców Singapuru każdego elementu aktywności. A poziom na który się wznieśli jest wprost niesłychany! Nie ma np. opcji by zawodnicy podchodzili do któregoś ze stanowisk ot tak – przed stanowiskami są barierki jak na lotniskach, które kierunkują kolejkę. Na jej końcu stoi „oficer” i rozdziela Was do konkretnych stanowisk.

Start odbywał się z linii mety toru wyścigów F1, to samo to już robiło wrażenie. Blisko 10 tysięcy uczestników maratonu (i kolejne dziesięć tysięcy uczestników półmaratonu) zgrabnie upchnięto w kilkunastu strefach czasowych. Sam start trwał… blisko godzinę.

Pełną relację z maratonu znajdziecie na stronie MaratonyPolskie.PL

Jeżeli nie widzisz tego filmu kliknij i odtwórz go bezpośrednio w portalu Facebook