Czyli szczur i wąż. Choć w tym przypadku chyba trudno mówić o przysmakach gdyż Wietnamczycy traktują te dwa zwierzęta bardzo kulinarnie i bez żadnych wstrętów. Jest to na tyle „zwykłe” jedzenie, że złapane węże trzyma się za domem w klatkach a szczury… cóż szczury siedzą sobie zamrożone w lodówce niczym kurczaki. I… i smakują zupełnie jak kurczaki!

Będąc na Wietnamskiej wsi nie mogliśmy się oprzeć pokusie spróbowania tychże specjałów. Dla nas egzotycznych. Gdy więc spytaliśmy się w naszej recepcji gdzie tu można, i czy w ogóle, spróbować węża lub szczura – odpowiedź nas zaskoczyła: proszę iść tutaj na zewnątrz i wybrać sobie węża. A szczury macie? Tak, oczywiście, w lodówce…

Węża oprawiono przy nas że tak powiem „na żywo”. Szczura rzeczywiście zaś wyjęto po prostu z lodówki. Bo niby skąd – z piwnicy ??? Czego się spodziewaliśmy? Dla odwagi wypiliśmy trochę lokalnej wódki na ryżu, a kosztami podzieliliśmy się z Włochem, który widząc nasze zamówienie stwierdził ŻE ON TEŻ CHCE!

Nasz wąż był nieduży, a więc tani – ok. 70 złotych. Szczur zaś też mały (potem widzieliśmy jak jedli 3 razy większe!) za 20 złotych. Było ciężko. Nie ma co ukrywać, że blokada w mózgu działała na nas niesamowicie, mimo że to przecież zwykłe mięso…

Aha – wąż niewart był ceny. Łykowaty i niesmaczny. Sam mięsień, kręgosłup i skóra. Nie polecamy.