Napisze to od razu, żeby mieć już z głowy – rozgrywany w położonym około 80 kilometrów na południe od Dakaru maraton w Saly to jeden z najgorzej zorganizowanych technicznie maratonów, w jakich do tej pory brałem udział. Zdaje sobie sprawę z tego, że stanowić to może swojego rodzaju atrakcję i zachętę dla biegaczy z Polski, więc pewnie w 2019 roku wystartuje ich więcej niż w tym. A w tym roku było nas dwóch: Michał i Sławek 🙂

O Senegalu wiedzieliśmy niewiele – ot, tyle że to jedno z najbezpieczniejszych krajów afrykańskich, że w stołecznym Dakarze finiszował przez wiele lat rajd Paryż – Dakar, i że kraj w dużej części żyje z turystyki. I rzeczywiście – w mordę nikt nam nie dał, choć były okazje, rajd Paryż – Dakar dawno przeniesiono do Ameryki Południowej (wcale nie kończył się w Dakarze lecz kilkadziesiąt kilometrów przed miastem nad słonym jeziorem które mieliśmy przyjemność odwiedzić), i tak – na punkcie turystów Senegalczycy mają hopla. Hopla o tyle, że na każdym kroku starają się każdego wyglądającego na turystę bezczelnie orżnąć i oszukać.

Pełną relację z tego maratonu znajdziecie na stronie MaratonyPolskie.PL