Gdy spojrzymy na mapę Madery stwierdzimy, że wyspa ciągnie się z zachodu na wschód. Jej najbardziej wysunięty ku Afryce fragment to przylądek Punta de Sāo Laurenço – skalisty grzbiet górski tonący powoli w falach Oceanu Atlantyckiego.

Przylądek to nagie, postrzępione skały, które kiedyś były dnem morza, ale na skutek ruchów tektonicznych wraz z resztą wyspy wydostały się na powierzchnię. Teraz – stulecie po stuleciu, metr po metrze – pogrążają się ponownie w oceanie. Turystów jest tutaj niewielu, bo mało kto zamiast wygrzewać się na plaży woli zdecydować się na kilkukilometrowy marsz. A to duży błąd. Wygodny szlak pieszy smaga każdego śmiałka podmuchami silnego wiatru, ale wytrwałość piechura zostaje szybko wynagrodzona pięknymi widokami.

Na spacer trzeba przeznaczyć co najmniej trzy godziny, i wyruszyć nie później niż wczesnym popołudniem. Na początku szlaku znajduje się wygodny parking, a wspaniałe widoki czekają już kilkadziesiąt kroków za nim. Zabierzcie ze sobą ciepłą odzież, aparat fotograficzny oraz coś do picia. Patrzcie także uważnie pod nogi a znajdziecie ślady licznych skamielin morskich świadczących o tym, że rzeczywiście kiedyś było to dno Atlantyku!