Singapur nocą zdecydowanie rozczarowuje spacerowiczów. Tzn. nie zrozumcie mnie źle – nie mam najmniejszej wątpliwości, że są tu miejsca, gdzie życie nocne kwitnie tak, że filozofom się nie śniło. Z całą pewnością da się tu wybawić lepiej niż w Szczecinie czy Ustce. Wszystko pięknie oświetlone, widoki że hohoho na architekturę że HOHOHO. Ale… Ale nocne życie „uliczne” sprawia wrażenie zamkniętego na cztery spusty muzeum.

Spacerowaliśmy wieczorową porą w sobotę, i spacerowaliśmy wieczorową porą w poniedziałek (w niedzielę wieczorem umieraliśmy po maratonie). Wrażenia jakbyśmy odwiedzili Ciechocinek poza sezonem. Owszem, tu i ówdzie przemknie zagubiona grupka turystów tak jak my szukająca rozrywki, zdarzy się otwarty jeden i drugi lokal w którym siedzi dosłownie kilka osób… i na tym można poprzestać. Ten, kto choć raz szukał życia nocnego w Warszawie na Krakowskim Przedmieściu w środę lub w czwartek po 22:00 ten zrozumie w lot o czym piszemy.

Życie nocne zapewne kwitnie na dachach tych wielkich wieżowców, niedostępne dla zwykłych turystów i wyrafinowane jak przystało na jedną z najnowocześniejszych metropolii świata. Kraby w perłach, galerie sztuki pękające od najdroższych win i bale pełne ekskluzywnych gości pewnie gdzieś tam są, ponad setnym piętrem…

Podróżnicy poruszający się na powierzchni Singapuru jedynej rozkoszy zmysłów i rytmu bicia serca szukać mogą w Chinatown. Nie jest to dokładnie to, czego się spodziewaliśmy – ale lepszy rydz niż nic. Trudno nazwać to tętniącym życiem nocnym, skoro i tak o północy dzielnica świeci już pustkami, jednak przynajmniej można poczuć obecność innych ludzi dookoła. W alternatywnie biznesowym centrum Singapuru po zmroku panuje bezludzie – nawet w najatrakcyjniejszych miejscach na których stworzenie wydano setki milionów dolarów. Gdyby nie tacy turyści jak my, chodzący i oglądający, szukający życia nocnego lub czegoś do zjedzenia, można byłoby odnieść wrażenie, że w Singapurze po zmroku panuje epidemia.

Co ciekawe takie samo wrażenie odnieść można na ulicach. Szerokie, wspaniałe, skomputeryzowane… i puste. I nie o 4 w nocy, ale w normalnych godzinach – o 20:30 w sobotę. Momentami żeby zobaczyć samochód trzeba się tęgo napatrzeć. Co PRZERAŻAJĄCE – a takie rzeczy muszą przerazić mieszkańca Europy – w centrum Singapuru wieczorem pełno jest wolnych miejsc parkingowych na poboczach!