Położona na zachodnim zboczu wulkanu Ranu Kao święta wioska Orongo jest najważniejszym obiektem sakralnym Rapa Nui pochodzącym sprzed czasów białych odkrywców. To między innymi tutaj młodzi chłopcy oraz dziewczynki podczas specjalnych, obowiązkowych rytuałów przechodzili do dorosłego życia i stawali się pełnoprawnymi członkami społeczności wyspy.

Odrestaurowana w latach 70-tych minionego stulecia wioska składa się z kamiennych, zagłębionych w ziemi charakterystycznych chat, niespotykanych nigdzie indziej ani na Wyspie Wielkanocnej, ani na całym terenie Oceanii. Stąd między innymi teoria – która po czasie okazała się błędna – słynnego podróżnika Thora Heyerdahla – że mieszkańcy wyspy są pochodzenia południowoamerykańskiego. Zabudowania rzeczywiście bardziej przypominają inkaskie kamienne chaty w Andach niż popularne w Polinezji chaty z mat roślinnych.

W Orongo odbywały się także coroczne rytuały Tangata Manu, znane choćby z filmy Kevina Costnera „RapaNui” z 1994 roku. Obrzęd Tangata Manu polegał na wypatrywaniu z 250 metrowego zbocza wulkanu na którym znajduje się Orongo pierwszego lęgu jaj na położonej 300 metrów od brzegu wysepce Motu Nui. Aby zwyciężyć śmiałek musiał zbiec ze zbocza, przepłynąć wśród wzburzonych fal oceanu na wysepkę, zdobyć jajo i wrócić z nim w całości do Orongo wspinając się ponownie na szczyt wulkanu.

Spoglądając z poziomu wioski Orongo na wysepkę Motu Nui wzbiera w zwykłym człowieku paraliżujący strach. Samo zejście z klifu, nie mówiąc już o rozszalałych falach bijących o brzeg, wydaje się nieprawdopodobieństwem. I rzeczywiście, wielu śmiałków przypłacało próbę życiem, ale nagroda była warta największego ryzyka – zwycięzca otrzymywał na rok tytułu Człowieka Ptaka, a jego klan (jak podają niektóre źródło) rządził przez kolejny rok wyspą. Nie był to więc takie sobie bieg po jajko…

Ostatni raz wyścig rozegrano w 1888 roku. Później został on zabroniony przez misjonarzy – w tym czasie rdzenna populacja wyspy spadła już z pierwotnych 12-tu, a może nawet 15-tu tysięcy mieszkańców do zaledwie niecałych dwustu osób.

Orongo obecnie udostępnione jest turystom, ale nie robi dużego wrażenia. To po prostu kilkanaście kamiennych piwnic, których ściany ułożono z kamieni i pokryto darnią. Nie ma do nich wstępu, nie można podejść bliżej, trzeba trzymać się wyznaczonej ścieżki – nawet pod groźbą wyrzucenia z całej wyspy. Wewnątrz chat przez kilka tygodni, często bez dostępu do światła słonecznego, przebywała młodzież ucząca się dziedzictwa, magii i zasad współżycia na Rapa Nui.

W zależności od humoru przewodnika raz można wnosić na teren Orongo aparaty fotograficzne i kamery, innym razem nie można. Nagrywać telefonem można (lub to się po prostu niektórym udaje), ale uruchomienia kamery stanowczo się zabrania. Przy wejściu zabrano nam statyw i stabilizator, nakręciliśmy więc kilka scen z ukrytej kamery. Podobno część widocznych do dziś uszkodzeń zarówno wioski jak i samego zbocza wulkanu Ranu Kao to efekt prac ekip kinowych Kevina Costnera, które do dziś nie zostały naprawione…