Słonie w Azji występują w trzech odmianach – nieszczęśliwe (żyjące w zamknięciu i tresowane za pomocą prądu), szczęśliwe (żyjące z ludźmi jako zwierzęta domowe, częstokroć traktowane jak członkowie rodziny) i te najbardziej szczęśliwe – żyjące dziko w tajskiej dżungli. Po nocy spędzonej w wiosce Karen People wyruszyliśmy na poszukiwania tych najtrudniejszych do odnalezienia – szczęśliwych słoni żyjących na wolności.

Nasi przewodnicy zaznaczyli, że łatwo nie będzie – słonie są w dżunglii, ale trudno je spotkać. Możemy spróbować ich poszukać, ale bez gwarancji sukcesu. Czekała nas długa wędrówka.

Przedzieranie się prze dżunglę samo w sobie jest przygodą, a co dopiero z dobrym lokalnym przewodnikiem, który potrafi pokazać co z otaczającej nas fauny i flory nadaje się do jedzenia, a także wręcz odwrotnie – co chętnie NAS zje. Przyznajemy jednak, że dżungla nie była aż tak dzika jakbyśmy chcieli.

Mijały kolejne godziny a my wciąż maszerowaliśmy. Rzeczywiście blisko nie było. Rozglądaliśmy się wkoło, bo słonie pomimo swoich rozmiarów doskonale podobno maskują się w lesie. A wejść niespodziewanie na dzikiego słonia to nie jest dobry pomysł…

W końcu nasz wysiłek został nagrodzony. To, że przed nami są dzikie słonie zgadliśmy po tym, jak nasi przewodnicy zaczęli uciekać na boki! Szczęśliwe dzikie słonie nie są maskotkami, o czym prawie zapomnieliśmy. Bezpieczny podróżnik to taki podróżnik, który przed słoniami ucieka a nie idzie zrobić sobie z dzikim słoniem zdjęcie. Tymczasem Sławka napadły pająki – czaiły się tutaj na niego od setek lat.

Dzikie słonie zostały za nami, a ponieważ zbliżaliśmy się do cywilizacji przewodnik powiedział, że jest szansa spotkać słonie udomowione. Stosunkowo niegroźne, przyjacielskie i traktowane jak członkowie rodziny. W końcu więc spotkaliśmy słonie takie, jakie chyba najbardziej polubiliśmy – pacyfistycznie nastawione, a jednocześnie szczęśliwe. Można było uściskać im trąbę, pogadać, podzielić się bananami, poklepać i strzelić fotkę. Okazało się, że słonie wyszły z właścicielem na codzienni spacer z pobliskiej wioski – trochę rozprostowały kości, pojadły zieleniny, poprzewracały i poobgryzały drzewa. Takie, jednym słowem, słoniowe rozrywki.

Razem z „naszymi” nowymi przyjaciółmi poszliśmy do wioski, w której mieszkają. Czy widzieliście kiedyś jak słonie schodzą z górki? Nie jest to prosta sprawa. Muszą robić to bardzo ostrożnie, gdyż tocząca się w dół kilkuset kilogramowa kula mięsa to nie są żarty. Słoń oswojony, który stracił równowagę na zbiegu jest bardziej niebezpieczny niż dziki słoń. Nic go nie zatrzyma.

Pożegnaliśmy się z naszymi szczęśliwymi słoniami. Mamy nadzieję, że takie właśnie były – daleko od szlaku turystycznego, w jakiejś niedostępnej wiosce wśród gór jest szansa, że nikt ich prądem nie radzi by wytresować ku uciesze turystów. Machając na do widzenia słoniom ruszyliśmy ku kolejnemu celowi naszej wyprawy – poszukiwanie szczęśliwych… bawołów. To nie one. Oto, mamy nadzieję – szczęśliwe bawoły!