Ale że my nie wbijemy na urodziny Króla Omanu? My? To nie ludzie tak mówią, to wilki! Zajechaliśmy pod Pałac w Matrah, a tu… zamknięte. Król ma urodziny. Gdzie? A za górami, ło za tymi wysokimi! No to jedziemy…

Wyprawa nocą przez góry była miła, i miła… Dobrze że tym razem to nie my prowadziliśmy. Królewska siedziba w Matrah rzeczywiście świeciła pustkami. Ale Król daleko nie odjechał, więc go dogoniliśmy. No może nie prawdziwego króla, ale świętujących jego urodziny!

Więcej napiszemy jak będziemy mogli, grunt że jesteśmy cali i zdrowi, co wszystkim dla uspokojenia oznajmiamy. I wiecie co? Tu jest normalna, wielka, wręcz zachodnia cywilizacja. Po raz kolejny padliśmy ofiarami stereotypu… Oman to nie jest jakieś coś tam, gdzieś tam. To kraj, który raptem 300 lat temu rządził niemal całą Afryką Wschodnią.

Pierwszego dnia ten kraj nas zachwycił. Mamy już takie materiały, że wystarczy nam na pół roku obrabiania filmów. A przecież to dopiero pierwszy z sześciu dni dni naszego tutaj pobytu… Przed nami jaskinie, koleje podziemne, gorące źródła, nocowanie na pustyni… i oczywiście kolejny maraton.