Tradycyjnie, jak to w krajach arabskich, maraton odbył się w piątek. Choć w Omanie obecnie panuje zima, to start maratonu wyznaczono na godzinę 6:30 rano. Nie powinno to dziwić skoro w zimę w Omanie w nocy temperatury oscylują w okolicach 15 stopni, a w południe dochodzą do 30… Podobno w lato, gdy temperatura sięga 50 stopni i więcej, całe życie tu zamiera. A więc pobiegaliśmy w zimę…

Maraton odbywał się poza miastem, w okolicach międzynarodowego lotniska. Start i meta usytuowane w specjalnej częściowo zamkniętej luksusowej dzielnicy nad samym morzem, ale większa część trasy biegła niestety po 3-4 pasmowych drogach. Trudno o samej trasie powiedzieć coś miłego, poza tym że była dobrze zmierzona i oznakowana. W panujących warunkach najbardziej doskwierały punkty żywnościowe (w tym przypadku – z napojami), które rozmieszczono co 5 km a nie co 2.5 km (do czego się przyzwyczailiśmy podczas startów w innych „ciepłych” krajach)

Szkoda, ale zaciskając zęby mimo wszystko dało się biec. Gorąco zrobiło się po około dwóch godzinach, więc Ci, którzy finiszowali szybciej mieli lepiej 🙂 Cóż, dodatkowa nagroda za przykładanie się do treningów!

Nam się jednak nie śpieszyło, i w swoim spokojnym, czy wręcz turystycznym tempie połykaliśmy kolejne kilometry ciesząc się tymi atrakcjami trasy, które udało się nam dostrzec. Pole golfowe, lądujący Boeing, skrawek Oceanu Indyjskiego, zespół ludowy, meczet – nie było tego dużo, ale egzotyka troszkę wynagradzała nam braki ilościowe.

Ostatecznie ukończyliśmy maraton bez jakichś widowiskowych kryzysów czy sukcesów w połowie stawki z czasami 4:32:36 (Michał) i 4:44:13 (Sławek). Swoje zrobił zarówno start sprzed tygodnia w Doha (o którym już wkrótce także napiszemy) jak i wysoka temperatura oraz oszczędzanie sił na kolejny maraton, który już za tydzień w Maroku. Medal znośny, na mecie niestety tylko woda, ale atmosfera panująca w miasteczku maratońskim na plus.

Maraton polecamy głównie wszystkim tym, którzy mają już pewne doświadczenie w podróżach, niekoniecznie arabskich. Jest bardzo bezpiecznie, zaskakująco europejsko, choć niekoniecznie tanio. Jadąc na maraton trzeba jednak bezwzględnie spędzić w Omanie co najmniej kilka dni i cieszyć się niezwykłymi miejscami tego kraju – inaczej będzie to podróż stracona.