Są takie miasta na świecie, w których wiele osób było, ale mało kto je zwiedził. To oczywiście miasta będące wielkimi portami przesiadkowymi linii lotniczych – tzw. HUB-y. Jednym z nich jest stolica Kataru – Doha. Rzeczywiście, byliśmy w niej już wiele razy, ale… tylko raz opuściliśmy (i to przez przypadek!) teren lotniska. Za sprawą rozegranego 11 stycznia maratonu w końcu się to jednak zmieniło!

Na początku tej opowieści trzeba przyznać, że w Doha zasadniczo nie mieliśmy startować. W planach od kilku dobrych miesięcy był w tym terminie maratonu w Egipcie, w Luxorze. Jednak z pewnych względów okazało się, że tym razem do Egiptu nie pojedziemy – więc trzeba było szukać jakiegoś kierunku zastępczego. Kierunku, który jednak będzie znajdował się w krajach lub okolicach krajów arabskich jako że na 18 stycznia mieliśmy plany startowe w położonym na Półwyspie Arabskim Omanie. Dwa maratony podczas jednego 8-10 dniowego wyjazdu to powoli nasz standard – pod warunkiem, że odbywają się w nieodległych krajach.

Pełną relację z tego maratonu znajdziecie na stronie MaratonyPolskie.PL