Jeśli kogoś w Polsce spytamy o to jakie dary przynieśli trzej królowi narodzonemu Jezusowi, to każdy bez wahania udzieli prawidłowej odpowiedzi, złoto, kadzidło i mirrę. O ile ze scharakteryzowaniem złota nikt nie będzie miał kłopotów, o tyle z kadzidłem i mirrą jest już gorzej.

Czym jest zatem kadzidło, skąd się bierze? Przepytani na tę okoliczność znajomi i bliscy doskonale wiedzieli, że kadzidła używa się w kościelnych celebracjach i nawiązywali przy tym do popularnych w hinduizmie kadzidełek. Może to jakiś specjalnie przygotowany, spalony rodzaj drzewa? Z mirrą było już dużo gorzej. Padały odpowiedzi, że jest to jakaś maść, balsam, zioła…

Przyznajemy, że przed wizytą w Omanie nasza wiedza była dokładnie na tym samym poziomie. I gdy nasz gospodarz i przewodnik Issam pierwszy raz użył słowa „frankincense”, zupełnie nie wiedziałem o co chodzi. Gdy mi mówił, że to był największy skarb tych ziem, nie mogłem w to uwierzyć i zastanawiałem się czy nie chce mi nawinąć jakiejś bajki o zaginionych skarbach.

Jego opowieść szybko się urzeczywistniła jako prawdziwa, gdy przejeżdżaliśmy przez dzielnicę Matrah w drodze na największy lokalny souq. Przed nami wyrosła wielka cukiernica, która po słowach naszego omańskiego przyjaciela zmieniła się w kadzielnicę. Czyli jednak coś jest na rzeczy! Gdy chwilę później wkraczamy na jeden z najstarszych targów w tym regionie, nie mamy już żadnych wątpliwości, że wkraczamy do krainy kadzidła. Nasze nozdrza przeszywa charakterystyczny, mocny aromat znany nam tylko z polskich kościołów.

Wśród całego bogactwa kolorowych stoisk co chwilę pojawiają się woreczki, w których zamknięto najcenniejszy skarb Omanu – kadzidło.

Nasz przewodnik widząc naszą ignorancję szybko opowiada nam szczegółowo o tym jak powstaje i do czego jest tu używane. Nazwa frankincense wywodzi się z francuskiego i oznacza,„prawdziwe kadzidło”. W języku angielskim, jest to łatwe do zauważenia: frank – prawdziwy, incense – kadzidło.

Kadzidło, mirra (frankincense, olibanum) lub po arabsku lubban – jest to żywica ze szczególnej rodziny drzew Boswellia , które rosną prawie wyłącznie na półpustynnych rejonach w południowym krańcu Półwyspu Arabskiego oraz u wybrzeży wschodniej Afryki, okolice dzisiejszej Somalii, Dżibuti i Erytrei. W określonych porach roku drzewa są nacinane specjalnymi nożami, tak aby wypłynął z nich sok. Gdy sok wyschnie na słońcu, jest gotowy do użycia. Zebrane stwardniałe kawałki żywicy są spalane jako kadzidło ze względu na ich przyjemny aromat, ale historycznie mają również wiele innych zastosowań.

Grecy, Rzymianie, Egipcjanie, Izraelici i wiele innych kultur używali kadzidła i mirry jako części swoich religijnych ceremonii. Były one szeroko stosowane w rytuałach pogrzebowych jako materiał balsamujący i środek do niwelowania zapachu martwego ciała.

Kadzidło jest tradycyjnie stosowane jako lek na wiele różnych dolegliwości, w tym wrzody, nadciśnienie, nudności, gorączkę, niestrawność, kaszel w klatce piersiowej i powrót do zdrowia po urodzeniu dziecka. Omańczycy często okadzają wielkie dzbany, w które następnie wlewają świeżą wodę, nadając jej właściwości zdrowotne.

Dym z płonącego kadzidła wypędza komary i inne owady latające, zmniejszając częstość występowania malarii w regionach dotkniętych chorobą. Mirra jest również stosowana w medycynie w leczeniu bólu gardła, skurczów, stanów zapalnych, kolki i problemów trawiennych. Bardzo popularne są tu również artykuły spożywcze i kosmetyki wytwarzane z tej żywicy. Wiele past do zębów, mydeł, olejków, dezodorantów, cukierków czy gum do żucia zawiera ten składnik.

Niestety moim domownikom rozpalone przeze mnie, z namaszczeniem omańskie skarby, nie przypadły do gustu i po jednorazowym ich wypaleniu zostały skryte głęboko, jak na cenny skarb przystało. Z tą różnicą, że tu nikt poza mną o tym tak nie myśli 🙂

Przygotowując ten artykuł przeszukiwałem internet w celu uściślenia mojej wiedzy i korzystałem z artykułu na ten temat zamieszczonego na stronie www.pyszne-zycie.pl