Pierwszego dnia naszej samochodowej podróży po Omanie trafiliśmy przypadkiem w miejsce, które zaparło nam dech w piersiach. Zdawaliśmy sobie mgliście sprawę z tego, że gdzieś w górach leży jeden z największych kanionów świata, nie planowaliśmy jednak go odszukać. Jak się okazało Wielki Kanion Omański znalazł nas sam, a raczej niespodziewanie stanął na naszej drodze. Przypadek? Chyba jednak przeznaczenie które już nie raz zaprowadziło nas w miejsca tak bardzo niezwykłe. Gdy podczas jazdy naszym oczom ukazał się kamienisty wylot doliny, postanowiliśmy zajrzeć tam na kilka minut. Z tych kilku minut zrobiło się kilka godzin niesamowitej przygody…

Wadi Ghul bo tak brzmi lokalna nazwa kanionu ciągnie się przez ponad siedem kilometrów, a strome skały otaczające go po obu stronach wystrzeliwują w niebo na niebotyczne wysokości 700-900 metrów. Kanion można zwiedzić na dwa sposoby – jadąc autem terenowym z napędem na cztery koła po jego dnie, lub pieszo – ewentualnie także autem – szlakiem prowadzącym górą i obfitującym w liczne punkty widokowe. My jako zmotoryzowani skorzystaliśmy z pierwszej opcji i nie żałujemy: żadna kamera, nawet szerokokątna nie oddaje poczucia przestrzeni które roztaczało się za każdym zakrętem, każdą skałą, każdym wzniesieniem.

Dolina jest bardzo rzadko zamieszkana, przez pojedyncze rodziny. Podczas jazdy minęliśmy cztery, może pięć innych samochodów. Spotkaliśmy także gromadkę dzieci, które chciały sprzedać nam rękodzieło własnego wyrobu. Na wymianę mieliśmy polskie krówki!

Jazda autem po wąskiej szutrowej drodze wijącej się wśród skał to przygoda sama w sobie. Przydaje się choć trochę doświadczenia w jazdach crossowych lub odrobina silnych nerwów. Grand Canyon przeznaczony jest wyłącznie dla aut terenowych – inaczej czeka Was spacer do najbliższej wioski po pomoc w wyciągnięciu samochodu z licznych pułapek. Zresztą wynajmując auto w Omanie raczej unikajcie zwykłych aut – mało gdzie nimi przejedziecie a urok tego kraju widać najlepiej gdy zjedzie się z asfaltowych dróg.

Z każdym kolejnym kilometrem, czym bardziej zagłębiamy się w Wadi Ghul, tym ściany wąwozu robią się coraz bardziej pionowe, i zbliżają się do siebie. Mijamy ogromne głazy które spadły na dno i zostaną tutaj na wieki. Podróżników powoli ogarnia poczucie przytłoczenia. O ile u wylotu wąwozu płynący dnem strumień jest wyschnięty, to im bliżej źródeł tym więcej wody staje nam na drodze. Jak wygląda to miejsce gdy strumień zamienia się raz na kilka lat w rwącą rzekę? Musi to być imponujący widok.

W końcu po ponad godzinnej jeździe zbliżamy się do drugiego końca wąwozu. I tu czeka na nas kolejna niespodzianka – wyjazd jest zablokowany ze względu na osuwiska skalne. Spotykamy niezwykle miłych gospodarzy niewielkiego, ale malowniczego hoteliku przycupniętego na zboczy góry. Są niepocieszeni że nie możemy u nich przenocować. Nie dziwi nas to – Omańczycy są bardzo gościnni, a w to miejsce raczej rzadko docierają turyści. My nie widzieliśmy ani jednego. Podobno z hotelu prowadzi na szczyty otaczających nas gór ścieżka łącząca się z pieszym szlakiem wiodącym wokół Wadi Ghul, ale nie możemy tego potwierdzić. Zostaje nam zawrócić i po własnych śladach wracać w dół wąwozu. Zaczyna się wyścig z zachodzącym tutaj bardzo szybko słońcem. Czekają na nas kolejne przygody!