Po wylądowaniu w Marakeszu wynajęliśmy auto i od razu wyruszyliśmy w drogę ku wznoszącemu się na horyzoncie łańcuchowi Gór Atlas. Naszym celem było dotarcie na ich drugą stronę i spędzenie kilkudziesięciu godzin wśród zamieszkujących tamte tereny Berberów, Bediunów i Tuaregów. Przedstawicieli wszystkich tych nacji można spotkać oczywiście także po zachodniej stronie gór, ale ponieważ regiony te są mocno – nazwijmy to „przekształcone” przez masową turystykę – zależało nam na tym, by dotrzeć w bardziej niedostępne regiony Maroka.

Góry Atlas rozciągają się na przestrzeni 2000 kilometrów, niejako rozdzielając Maroko na dwie odrębne części. Najwyższe szczyty sięgają czterech tysięcy metrów. Przed nami stanęło zadanie przedostania się na „drugą stronę” w nieco niższej ich części, ale i tam przełęcze które stanęły nam na drodze liczyły sobie po 2.5 kilometra wysokości. Teoretycznie biegnie przez nie droga, ale na wielu odcinkach jest ona dopiero w budowie. Wielokilometrowe odcinki obfitujące w błoto, szutry i kamienie to tutaj standard. Zdążyliśmy w ostatniej chwili zwiedzić tę dziką drogę – za rok, dwa, gdy prace budowlane dobiegną końca – wygodną, asfaltową, szeroką szosą ruszą na wschód tłumy turystów.

Mimo iż bardzo się staraliśmy, pokonanie gór i przejechanie 250 kilometrów zajęło nam prawie 8 godzin – z przystankami na obejrzenie kilku ciekawych miejsc. Naszego położonego na kamienistej pustyni hotelu zaczęliśmy szukać już po zmroku. W całkowitych ciemnościach niemal straciliśmy nadzieję, że cokolwiek znajdziemy i pogodzeni byliśmy z tym, że przyjdzie nam nocować tym razem w aucie. Niepodobieństwem zdawało się, by w tej pustynnej dziczy egzystował jakiś hotel… Jednak gdy już mieliśmy zrezygnować z poszukiwań, pośrodku czarnej nocy dotarliśmy!

Przywitanie jakie na nas czekało wynagrodziło natychmiast trudy odszukania noclegu. Gospodarz poczęstował nas lokalnym 55% samogonem, my zrewanżowaliśmy się kupioną na lotnisku wódką. I tak już poszło, impreza trwała do 1 w nocy… Rankiem obudziliśmy się z lekkim bólem głowy, ale i ciekawością gdzie właściwie jesteśmy. Z nocnej podróży pamiętaliśmy tylko że dookoła otaczała nas kamienista, bezkresna pustynia.

Roztoczył się przed nami przepiękny widok, choć wcale nie na pustynię jak nam się to wydawało. Ale o tym przeczytacie – a raczej obejrzycie – już na naszym filmie.