„Gdy zmęczy cię obcego miasta ulic szum
Gdzie nie dla ciebie są towary na wystawach
Nie możesz przebić się przez obojętny tłum
Do metra zejdź, tam całkiem inne rządzą prawa”.

(Musical Metro – „Metro”, sł. Agata Miklaszewska, Maryna Miklaszewska)

Moskwa – miasto oplecione sznurem ulic, które zdają się ściskać je w morderczym uścisku. Dławiące się milionem luksusowych aut, mozolnie pochłaniających asfalt wielopasmowych arterii. Miasto budzące zachwyt i zarazem obrzydzenie, które jak zuchwały złodziej, na naszych oczach kradnie najcenniejszy nasz skarb – czas. Stojąc w wielogodzinnym korku ludzie zdają się żyć poza czasem, uzależniając swój plan dnia od innych uczestników ruchu. Niekiedy tylko ta gęsta magma aut jest przecinana jadącymi na sygnale wozami różnych służb lub karetkami pogotowia. Te ostatnie są często zakupowane przez bogatych mieszkańców, by ułatwić im przemieszczanie się.

Wystarczy jednak zjechać kilka metrów w dół, by przenieść się w świat magiczny, sprzed niemal wieku, w którym możemy poczuć ducha minionej epoki, wykutego w płaskorzeźbach z wizerunkami bohaterów Wojny Ojczyźnianej lub w utrwalonych na witrażach wodzach rewolucji.

Co ciekawe w Moskwie oprócz bardzo rozbudowanej sieci metra istnieje też drugie, całkowicie niezależne od tego pierwszego. Jest ono bardziej znane jako Metro-2 i składa się prawdopodobnie z trzech linii tylko do użytku aparatu władzy i wojska.

Naszą przygodę z Moskiewskim Metrem rozpoczynamy na stacji Biblioteka im. Lenina. Mijamy ogromny gmach Biblioteki Narodowej, przed którym przycupnął na swoim cokole Fiodor Dostojewski. Ruchome schody zwożą nas pierwszy z trzech poziomów i wsiadamy do pociągu linii czerwonej, aby dostać się na stację Park Kultury, gdzie przesiadamy się na linię brązową (Kolcewaja), aby rozpocząć naszą „ekskursję pa Maskwie”.

Na najniższy, trzeci poziom wiozą nas niebotycznie długie schody wypełnione tętniącą, ludzką masą. Według legendy linia ta powstała trochę przypadkowo, otóż inżynier, który projektował metro, przyniósł pewnego dnia plany rozbudowy do zatwierdzenia Józefowi Stalinowi, który nieopatrznie postawił na nich kubek z gorącą kawą. Kubek zostawił po sobie okrągły ślad na planie. A jako że budowniczowie bali się zapytać nieomylnego wodza o to, czy to świadomy jego zamysł, czy tylko przypadkowe zabrudzenie, nie pozostało nic innego jak wybudować tę linię.

Wchodząc na peron moja głowa przywołuje Tolkienowską, krasnoludzką krainę Morię. Olbrzymie, kryształowe żyrandole rozświetlają jasnobeżowe marmury, a wykute w nich postaci wpatrują się uważnie w każdego, kto zawitał do ich świata.

Pomimo tłoku, mamy wrażenie, że wszystko jest tu dokładnie zaplanowane, nikt się nie śpieszy na uciekający pociąg, nikt się nie przepycha jakby miał przekonanie, że to nie ma sensu. Jednymi, którzy łamią ten ustalony porządek jesteśmy my, turyści, poznający dopiero tajniki metra. Tu nie da się spóźnić na odjeżdżający pociąg, tu możesz pojechać albo 1-2 minuty wcześniej albo 1-2 minuty później.

Odwiedzamy kolejne stacje Oktiabrskaja, Dobryninskaja, Pawieleckaja, Taganskaja, Kurskaja i na każdej ten sam scenariusz, niespiesznie wysiadamy z wagonu, wpadamy w zachwyt, kilka fotek i jedziemy dalej. Przed nami, Komsomolskaja, Prospiekt Mira, Nowosłobodskaja, Biełorusskaja, Krasnopriesnienskaja i Kijewskaja.

Stacja Kijewskaja to bez wątpienia jedna z najpiękniejszych na całej linii. Wykończone złotymi ornamentami łuki oraz zwisające z sufitu masywne żyrandole nadają jej iście carski charakter. Co ciekawe liczne mozaiki przedstawiają wspólną historię i przyjaźń między bratnimi narodami, rosyjskim i ukraińskim.

Zataczamy koło i po niespełna półtorej godzinie i wydaniu zaledwie 55 rubli na bilet, wracamy do stacji Park Kultury, z której łatwo przedostajemy się linią czerwoną w okolice Placu Czerwonego.

Gdy rozpoczynaliśmy naszą podróż metrem na zewnątrz było jasno, gdy je opuszczaliśmy, było już ciemno, a odmieniona i jeszcze piękniejsza Moskwa kusiła nas milionem świateł i neonów. Pięcioramienne gwiazdy na szczytach wież, które za dnia zdają się być ukryte pod chmurami smogu, wieczorem rozbłyskują rewolucyjną czerwienią. Największy Dom Handlowy Moskwy GUM iskrzy się ogromem światełek, przyciągając klientów największych i najdroższych modowych marek świata. Ulica Nikolskaja upstrzona jest lampkami jak na Boże Narodzenie, podążając za ich blaskiem docieramy do placu Łubiańskiego, przy którym znajduje się siedziba służb specjalnych Rosji FSB (dawna siedziba KGB i NKWD). Mając świadomość ilu niewinnych ludzi zostało skatowanych w tym miejscu, postanawiam nie robić zdjęcia temu gmachowi.

Powoli żegnamy się z Moskwą i jej przepychem, wracamy do hotelu zahaczając o pobliski „magazin”, kupując litr rosyjskiej wódki na dobranoc.

Galeria zdjęć – METRO

Galeria zdjęć – Moskwa