Dotarcie do Baalbek – starożytnego miasta w północno-wschodnim Libanie nie jest łatwe. To tutaj, w Dolinie Beeka miały miejsce jedne z najbardziej zaciekłych walk podczas wojny Arabsko – Izraelskiej toczącej się na początku lat 80-tych minionego wieku. Samochodową 100 kilometrową drogę z Bejrutu najlepiej pokonywać z lokalnym przewodnikiem, bo mimo iż od konfliktu minęło już sporo czasu, to wciąż wzdłuż drogi napotykamy liczne patrole wojskowe i check-pointy na których jesteśmy dopytywani o cel podróży. To w dużym stopniu wynik toczącej się obecnie wojny domowej w Syrii. Z Baalbek do granicy z Syrią jest zaledwie 10 kilometrów – po drodze nie dziwi więc także częsty widok licznych osiedli uchodźców, których w Libanie jest kilka milionów.

Miastem włada Hezbollah, o czym przekonujemy się gdy tylko zatrzymujemy auto na parkingu. Momentalnie otaczają nas smutni Panowie wymuszający zakup chust arafatek oraz koszulek z nazwą i logiem Hezbollahu. Pieniądze z tej sprzedaży – jak mówią bez ogródek – idą na wsparcie organizacji. Całe szczęście nasz lokalny przewodnik szybko pakuje nas z powrotem do auta i zmieniamy parking na inny. Pomaga, choć uczucie bycia obserwowanymi towarzyszy nam przez cały pobyt w mieście.

Niestety nie zobaczycie tego na filmie – poza terenem muzeum nie ma mowy o filmowaniu czegokolwiek, a tym bardziej kogokolwiek. Pozostaje Wam więc oglądanie razem z nami kamiennych ruin samego starożytnego miasta. Ruin, które trzeba koniecznie dodać – robią duże wrażenie. Kompleks ciągnie się na przestrzeni kilkudziesięciu hektarów i jest zdecydowanie największym ośrodkiem jaki widzieliśmy podczas naszych podróży. Powierzchnią ustępuje wprawdzie ruinom włoskich Pompejów, ale monumentalizmem świątyń, kolumnad i placów bije na głowę nawet ateński Akropol.

Jeżeli będąc w Grecji zwiedziliście kiedyś Partenon i byliście pod wrażeniem jego wielkości, to wyobraźcie sobie świątynie w Baalbek, które są od niego 2-krotnie większe. Rozmiary kolumn robią tak duże wrażenie, że aż trudno uwierzyć że są one dziełem człowieka.

Pierwotnie Baalbek było miastem fenickim, w którym czczono krwawego Boga Baala. Gdy Grecy kolonizowali Jonię i tereny Syrii miasto przeszło pod ich władanie i przyjęło o wiele ładniejszą nazwę Heliopolis, czyli Miasto Słońca. Rozkwitło natomiast za czasów Imperium Rzymskiego, kiedy to powstały w nim najpotężniejsze i najświetniejsze obiekty – Świątynia Bachusa, Świątynia Wenus czy Świątynia Jowisza. Ta ostatnia składała się z 54 kolumn o wysokości… 21 metrów, czyli 5-piętrowego bloku mieszkalnego. Do dziś przetrwało sześć tych olbrzymich kolumn dających pojęcie o ówczesnej gigantomanii i kunszcie obróbki kamienia.

Na zwiedzenie kompleksu Baalbek trzeba przeznaczyć cały dzień. Ponieważ po ruinach można dowolnie chodzić i wspinać się, jeżeli część zabytków opuścicie, to minimalny czas skrócić można do kilku godzin. Nie warto jednak się śpieszyć, bo tego typu kompleksu możecie już nigdy więcej w życiu nie mieć okazji zwiedzić. Jadąc do Baalbek musicie jednak mieć świadomość, że o ile dla osób interesujących się starożytnością będzie to duże przeżycie, to dla pozostałych – zwiedzanie kamiennych ruin może być po prostu nudne. Zostawcie ich wtedy w rękach członków Hezbollahu przed wejściem do kompleksu – odbierzecie ich w późniejszym terminie.

O ile stopień trudności dotarcia do Baalbek oceniamy na 8 w dziesięciopunktowej skali, o tyle kolejna starożytna lokalizacja dzisiejszej Libii – Byblos – jest miejscem pełnym turystów i autokarów wycieczkowych. Nic dziwnego, bo ta stara twierdza leży zaledwie kilka kilometrów na północ od kosmopolitycznego Bejrutu, praktycznie w granicach miasta. Dojechać można tutaj bez problemu każdym podmiejskim środkiem komunikacji.

Leżące na wybrzeżu Morza Śródziemnego Byblos liczy 20 tysięcy mieszkańców, i istnieje od zawsze – wzmianki o nim znajdujemy już w starożytnych papirusach egipskich. To stąd faraonowie importowali do kraju piramid cedr i papirus. I to właśnie tutaj jak głosi legenda Fenicjanie wynaleźli alfabet i dzisiejsze pismo.

Dookoła liczącej sobie podobno nawet cztery i pół tysiąca lat głównej świątyni Baala Gubal znajdują się wąskie uliczki pełne sklepików z tandetnymi pamiątkami. Ze względu na późną porę zwiedziliśmy tylko stary Zamek Krzyżowców wznoszący się u stóp rzymskich ruin. O godzinie 18:00 przewodnicy wyganiają turystów niczym stada owiec i zamykają teren na cztery spusty. Dzięki temu od razu przypominamy sobie czemu wolimy podróżować w trudniej dostępne miejsca…