Nasza przygoda rozpoczęła się od tego, że na dobę przed maratonem dowiedzieliśmy się iż nasz nocleg podrożał z 12 euro do 70 euro za osobę… Postanowiliśmy więc sami znaleźć nocleg na miejscu. I znaleźliśmy. Na swoją niemal zgubię… 🙂

Pomysł na start w maratonie, którego trasa wiedzie z Białorusi na Litwę był dość przypadkowy. Ot, zauważenie ogłoszenia w jednym z kalendarzy międzynarodowych maratonów. Myśleliśmy nawet początkowo że jest to zwykły maraton organizowany po prostu na Białorusi, i choć jak się okazało sporo Polaków już tutaj biegło – w tym nasi osobiści znajomi – to o tym, że star i meta są w innych krajach dowiedzieliśmy się dopiero na etapie zapisów. Jak widać nawet My nie wiemy wszystkiego i życie potrafi zaskoczyć 🙂

Maraton rozgrywany jest na zmiennej co dwa lata trasie – jednego roku start jest na Stadionie Miejskim w Grodnie, a meta w Parku Miejskim w Druskiennikach, w kolejnym roku na odwrót. Największą atrakcją trasy okazuje się samo przekraczanie granicy nie tylko Białorusi i Litwy, ale jednocześnie granicy Unii Europejskiej. Mógłbym to tutaj szczegółowo opisać, ale zainteresowani wszystko znajdą na naszym filmie. Ogólnie widać dobrą wolę obu stron, a więc dla chcącego nie ma nic trudnego. Cała „operacja” jest więc bezstresowa.

Jak wspomniałem na początku – problem pojawił się, gdy otrzymaliśmy od organizatora maratonu informację, że nie ma już dostępnych zarezerwowanych dla nas noclegów w cenie 12 euro. Dlaczego nie ma, skoro zarezerwowane? No cóż, tego się nie dowiedzieliśmy. Przedstawiono nam dwie opcje – nocleg na sali gimnastycznej za free albo noclegi w innym hotelu za… 70 euro od osoby. Cóż, nie mieliśmy ochoty ani na jedno ani na drugie. Nie po to przecież jesteśmy podróżnikami którym cały świat zjada cukierki z ręki, żebyśmy sami sobie nie umieli znaleźć kwaterunku.

Wczesnym wieczorem udało nam się zarezerwować 2-pokojowe mieszkanie. Gdy doszliśmy pod wskazany adres okazało się, że takiego adresu… nie ma. Telefonicznie Białorusin przekonał nas, że to nie jego wina – „booking źle zaznaczył”. Lampki kontrolne oczywiście się zaświeciły, ale z braku innych dostępnych noclegów uwierzyliśmy w tę bajkę i pomaszerowaliśmy 5 km dalej do wskazanego miejsca…

Całą opowieść przeczytacie na stronie MaratonyPolskie.PL