Żeby natknąć się na wzmiankę o opuszczonym mieście Dvigrad trzeba się trochę napracować kartkując przewodniki o Chorwacji lub przeglądając poświęcone temu krajowi strony. Nic w tym dziwnego biorąc pod uwagę, że ta atrakcja turystyczna sprawia wrażenie niedocenianej przez samych Chorwatów.

Położone w centralnej części Istrii ruiny sprawiają wrażenie zagubionych pomiędzy okolicznymi wzgórzami. Nie znajdziecie tutaj ani informacji turystycznej, ani jakichś tablic historycznych zdradzających coś o miejscu do którego dotarliście. Całe „miasto” stopniowo pochłania żarłoczna roślinność, i pod tym względem przypomina ono trochę chilijskie Machu Picchu z czasów jego odkrycia w na początku minionego wieku.

Założone w XIII wieku (choć Iliryjskie osady istniały w tym regionie jeszcze przed naszą erą) miasto nie miało szczęścia. Zdobywane i spustoszone przez różnych najeźdźców, w końcu zostało pokonane przez szlejące w tamtych czasach po całej Europie dwie kolejne epidemie. Wybiły one jej mieszkańców niemal do zera.

Choć w latach świetności Dvigrad oraz położone na sąsiednim wzgórzu pobliskie Castelli zamieszkiwało kilka tysięcy osób, w 1650 roku żyły tu już tylko trzy rodziny. Ostatni mieszkaniec zmarł w 1717 roku i od tamtej pory nikt już nie próbował zasiedlić górującego nad doliną Draga wzgórza. Dziś ruiny oferują nielicznym turystom piękne widoki porzuconego kamiennego miasta, powoli rozpadającego się pod wpływem warunków atmosferycznych. Centralne miejsce wzgórza zajmują pozostałości katedry wraz ze znajdującymi się w jej posadzce kryptami. Na spacer po ruinach trzeba przeznaczyć około 60 minut.