Dziś troszkę żartobliwie. Czując taki trochę niedosyt startami postanowiłem wystartować w 41. PZU Maratonie Warszawskim. A może nie był to niedosyt, tylko niechęć do siedzenia na mecie maratonu i czekania na maratończyków? Musiałem jechać do stolicy by nakręcić jakąś relację z biegu – a że tym razem nie mogłem na trasę pojechać kręcić film z quada, postanowiłem się przebiec. Więc chyba pobiegłem… z lenistwa.

Polska oczywiście od dawien dawna jest zdobyta, nabiegaliśmy tutaj – każdy z nas – po kilkadziesiąt maratonów. Niemniej ostatni maraton we własnym kraju biegłem zanim wpadliśmy na pomysł 201races.com – dlatego chyba wczorajszy Warszawski mogę sobie zaliczyć do projektu 🙂