W poprzednich odcinkach naszej opowieści o Jordanii pokazaliśmy Wam starożytną Petrę oraz pustynię Wadi Rum. Dziś zapraszamy Was na kolejną atrakcję Jordanii – Morze Martwe.

Położone wewnątrz tektonicznego Rowu Jordanu Morze Martwe przez tysiące lat ludzkiego osadnictwa doczekało się wielu nazw: Dead Sea, Morze Cuchnące, Morze Słone, Morze Diabelskie czy Jezioro Asfaltowe. W źródłach biblijnych bywa także nazywane Morzem Sodomy i Gomory, gdyż właśnie na jego dnie według mitów znajdować się mają ruiny tych dwóch pełnych legendarnej rozpusty miast.

Nad Morze Martwe można dotrzeć zarówno od strony zachodniej – od Izraela, jak i od wschodniej – z Jordanii. W obu przypadkach należy pokonać najpierw niezwykle widowiskowe zbocza Rowu Jordańskiego i zjechać do najniższego punktu Ziemi, na dno największej depresji naszego globu. Myśl, że stojąc na jego brzegach znajdujemy się 430 metrów poniżej poziomu światowych oceanów już sama w sobie stanowi wielką atrakcję podróżniczą.

Morze Martwe umiera. W ciągu ostatnich kilkudziesięciu lat jego powierzchnia na skutek parowania zmniejszyła się o 30 procent, a wskutek gospodarki przemysłowej Izraela wody wciąż ubywa. Obecnie akwen ten jest całkowicie odcięty od innych źródeł wody poza niezwykle rzadkimi opadami. Iskierką nadziei jest budowany specjalny kanał który ma uzupełniać ubytki wody z odległego o 180 kilometrów Morza Czerwonego. A ubytki są ogromne – sięgają kilku milionów ton wody dziennie!

Konsekwencją zmniejszania się zasięgu akwenu jest bardzo nieregularna linia brzegowa. Ze względu na niebezpieczne solne zapadliska oraz nagie, zdradliwe skały przeważająca część brzegu jest fizycznie niedostępna o czym informują liczne tablice informacyjne zarówno po stronie Izraelskiej – jak i mniej liczne – po Jordańskiej. Wzdłuż blisko 100-kilometrowej wschodniej linii brzegowej znajdziecie zaledwie kilka miejsc w których można w miarę bezpiecznie podejść do wody. I nie są to żarty – każdego roku ginie kilkanaście osób ryzykujących spacer wzdłuż Morza Martwego.

Ze względu na wysoki poziom zasolenia woda w akwenie ma uwielbianą przez turystów cechę – osoby niemiejące pływać swobodnie unoszą się na jej powierzchni. Pływając czujemy się jak korki od wina dryfujące na wodzie. To z całą pewnością niezwykła atrakcja ale trzeba pamiętać, że po wyjściu na brzeg jest niezwykle trudno zmyć z siebie oblepiającą nas solną maź.

Z każdym rokiem Morze Martwe na skutek wspomnianego parowania staje się coraz bardziej słone. Ale słone było już w starożytności – znana jest opowieść o tym jak rzymski cesarz Wespazjan chcąc przekonać się na własne oczy, że w tej wodzie nie można utonąć kazał wrzucać do niego związanych niewolników.

Czy Morze Martwe przetrwa – pokażą najbliższe lata. Trochę zapasu wody wciąż w nim jest – najgłębsze miejsce liczy sobie prawie 400 metrów. Ale miejsce z każdym rokiem coraz bardziej przypomina jezioro niż Morze.