Stolica Omanu – Muskat – szczególnych barw nabiera gdy nad otaczającymi je górami zajdzie Słońce. W tym odcinku pokażemy Wam jak wygląda serce arabskiej „Księgi tysiąca i jednej nocy”

Muskat, stolicę jednego z najbardziej zamkniętych kiedyś krajów świata, postanowiliśmy zwiedzić nocą. To właśnie wtedy arabskie miasta rozkwitają pełnią swoich kolorów. Odrobina odwagi wystarczy by zapuścić się w ciemne zaułki i odczuć ten egzotyczny koloryt na własnej skórze.

Na początek udaliśmy się do odległego o kilka kilometrów Al-Alam, królewskiej siedziby Sułtana Omanu. Z wiodącej przez strzeliste wzgórza usiane ruinami kamiennych wież drogi roztacza się wspaniała panorama miasta – wraz z jego bajecznymi meczetami, sukami, oświetlonymi drogami i… nowoczesnymi centrami handlowymi.

W Al-Alam dla nas europejczyków wielkim szokiem było to, że w środku nocy wjechaliśmy sobie do środka rezydencji Sułtana po prostu samochodem. Przez park i otaczające go budynki. Wyobrażacie sobie jak jeździcie wynajętym autem po Pałacu Prezydenckim w Warszawie? Sułtan udostępnił królewską siedzibę swym poddanym oraz turystom – choć z małym wyjątkiem: miejsce bezpośredniego przebywania Władcy Omanu w Pałacu jest zawsze zamykane.

W dalszą drogę ruszyliśmy krótko przed północą. Naszym celem był Muscat Festiwal, który niezwykłym zrządzeniem losu odbywał się właśnie w dniu naszego przyjazdu. Festiwal poświęcony jest kulturze Omanu, jego tańcom, smakom, kolorom. Można tutaj zobaczyć tradycyjne życie mieszkańców pustyni, ich zajęcia, zawody, sposoby przyrządzania herbaty i jedzenia. Mnie najbardziej zafascynowała technologia wydobycia wody za pomocą kołowrotów i zaprzężonych do nich wołów. Co niezwykłe w kulturze arabskiej, podczas tego festiwalu można fotografować bez pytania o zgodę ludzi, nawet kobiety. Trzeba jednak pamiętać, że zdjęcia można robić tylko tym, którzy prezentują się na swoich stoiskach. Nie wolno uwieczniać takich jak my – zwiedzających.

Prawa gościnności mają swoje plusy i minusy. W ramach tychże minusów Sławek jako gość musiał wysłuchać całego, 45 minutowego koncertu na smyczek i jedną strunę. Przyjaźń Polsko – Omańska uratowana! W nagrodę zostaliśmy zaproszeni na tradycyjny poczęstunek herbatą. Trzeba ją wypić aż do ostatniej kropli, odstawienie niedopitej to obraza przyrządzającego ją gospodarza.

Choć nie przepadam za tego rodzaju wydarzeniami, to festiwal okazał się strzałem w dziesiątkę. Dzięki niemu pękły lody i już pierwszego dnia zrozumieliśmy że mieszkańcy Omanu to tacy sami ludzie jak my – lubią tańczyć, śpiewać, wydobywać glinę z ziemi. Kobiety uwielbiają zaś piec placki i karmić nimi mężczyzn. A dzieci – jak to dzieci, przepadają za lodami i arabskimi smakołykami. Jednego tylko nie zrozumieliśmy – skąd przy portrecie panującego Sułtana nasza Polska flaga ???

Ostatnim punktem naszego nocnego programu podróży był słynny souq – czyli targowisko – w dawnej stolicy Omanu – Matrah. Oczywiście nie było już ze względu na środek nocy mowy o zakupach – te zrobiliśmy innym razem później odwiedzając to miejsce za dnia. Wtedy tętniło życiem i wspominanymi już wiele razy kolorami. W nocy jednak świeciło pustkami, przypominającymi nam także nocną – wędrówkę po Irańskim Jaazd. Jak było za dnia – o tym opowiemy Wam w kolejnym odcinku naszej wyprawy przez świat!