Do Erbil, położonej na północy Iraku stolicy Autonomii Kurdyjskiej przylecieliśmy z duszą na ramieniu. Nie dość, że znajdowaliśmy się w Iraku, to jeszcze bez wiz. Na dodatek zaledwie kilkadziesiąt kilometrów na zachód od miejsca w którym byliśmy Turcja prowadziła operacje wojskowe przeciwko Kurdom z Syryjskiej Rożawy. Mimo to postanowiliśmy wystartować w tutejszym maratonie organizowanym przez władze Kurdyjskie.

O tym jak zwiedzaliśmy Kurdystan będzie w kolejnym odcinku naszego cyklu. Dzisiaj zabieramy Was za to w podróż po tutejszym maratonie – podróż na wesoło, z oryginalną kurdyjską muzyką w tle… spodoba się ona wszystkim fanom disco polo!

Maraton rozegrany został w Erbil, stolicy Irackiego Kurdystanu. Najszybszym z Polaków okazał się Paweł Ruszniak z Chełma, który zajął 5 miejsce z nieoficjalnym czasem 02:53:52. Pozostali reprezentanci naszego kraju to Michał Walczewski (Toruń), Sławomir Smoliński (Opole) i Zbigniew Rosiński (Lubliniec)

„Wystartowałem spokojnie, by przez pierwsze kilometry nasycić wzrok rozciągającymi się wokół niecodziennymi widokami. Mniej więcej po połowie dystansu ruszyłem do przodu i zacząłem wyprzedzać kolejnych rywali. Na 30 km byłem ósmy, na ostatnich kilometrach udało mi się pokonać jeszcze trzech zawodników którzy zbyt optymistycznie rozłożyli siły. Piąte miejsce i osiągnięty w tych warunkach czas uważam za dobry, choć pozostał lekki niedosyt. Zaledwie dwa miejsca dzieliły mnie od pudła…” – mówi Paweł Ruszniak.

Spore wyzwanie stanowiła temperatura wynosząca na starcie 31 stopni. Trasa maratonu biegła przez centrum miasta, na czterech okrążeniach dookoła Erbil Citadel – górującej nad miastem starożytnej, liczącej sobie ponad dwa tysiące lat i znajdującej się na liście światowego dziedzictwa UNESCO kurdyjskiej twierdzy.

– Już sama podróż i dotarcie na miejsce zawodów stanowiły duża niewiadomą. Pomimo trwających zaledwie kilkadziesiąt kilometrów na zachód, w syryjskiej części Kurdystanu działań wojennych, organizatorzy z którymi byliśmy w stałym kontakcie, zapewniali nas, że na terenach autonomii w Iraku jest bezpiecznie. Zabraniali jednak opuszczania miasta bez lokalnych przewodników, gdyż tylko oni znają przebieg linii rozgraniczającej autonomię Kurdyjską od regionów Iraku oraz Syrii.

W tym roku ze względu na skomplikowaną sytuację polityczną w regionie, w maratonie wystartowali zawodnicy z zaledwie kilku krajów. Zdarzało się już dwukrotnie, że maraton w minionych pięciu latach był odwoływany właśnie ze względów bezpieczeństwa. Cała trasa zabezpieczana była tym razem przez jednostki wojskowe Peszmerga, czyli armię Kurdyjską wsławioną między innymi zwycięskimi walkami z ISIS.

– Bieg wzdłuż trasy obstawionej wojskiem jest już sam w sobie wystarczająco emocjonujący, by rywalizację sportową sprowadzić na drugi plan. Trudno się skupić na wysiłku, gdy co kilkadziesiąt metrów mijamy uzbrojonych żołnierzy. Jednak już po kilku kilometrach „lody” zostały przełamane i z Peszmergami przybijaliśmy sobie „piątki”. Okazało się, że to doskonali kibice

Najwięcej emocji dostarczyła jednak nie rywalizacja sportowa, ale samo przebywanie wśród Kurdów, którzy w Iraku cieszą się szeroką autonomią od kilkunastu już lat.

– Przez pięć dni jedliśmy z mieszkańcami autonomii, piliśmy herbatę, rozmawialiśmy. To niezwykle otwarta i tolerancyjna społeczność. Wystarczy przejść się kolorowymi targowiskami by zawrzeć nowe znajomości. Poza miastem, na wojskowych check-pointach zatrzymywani byliśmy przez Peszmergę tylko po to, by porozmawiać. Żołnierze częstowali papierosami, zapraszali na wspólny posiłek, pytali się skąd jesteśmy i dziękowali za nasz przyjazd do ich kraju. Wyrażali zdziwienie że nie jesteśmy „amerykans” tylko Polakami – z Polandii – jak się tutaj mówi na nasz kraj

Wydaje się, że Stany Zjednoczone wciąż – wbrew ostatnim wydarzeniom – cieszą się tutaj dużą estymą i mają wielu zwolenników. Trzeba pamiętać, że Iracki Kurdystan autonomię uzyskał po drugiej wojnie w Zatoce Perskiej właśnie dzięki wsparciu USA. Po pierwszej wojnie w Zatoce Perskiej powietrzny parasol ochronny powstrzymał wojska Saddama Husajna przed wtargnięciem do tego regionu i rozprawieniem się z Kurdyjskim powstaniem.

– Kurdowie rozbici są obecnie pomiędzy cztery Państwa, w których stanowią prześladowane mniejszości etniczne. Iran, Turcja, Syria oraz Irak – to nie są wymarzone kraje które chcielibyście mieć za sąsiadów. Obecnie jedynie w tym ostatnim, w Iraku, Kurdowie cieszą się wywalczoną szeroką autonomią. Dzielnica sprawia wrażenie kwitnącej, ludzie są pozytywnie nastawieni do przyjezdnych i optymistycznie, choć z niepewnością, patrzą w przyszłość.

Jak pokazuje jednak historia wystarczy chwila by budowana z takim mozołem społeczność została zniszczona. Podobna autonomia istniejąca w Rożawie, czyli w Syryjskiej części Kurdystanu, właśnie została zlikwidowana siłami sąsiadów i brakiem międzynarodowego wsparcia w zaledwie kilka dni. Oby któregoś dnia drogami którymi dziś biegaliśmy, nie przejechały kolejne czołgi. Czołgi, które już tyle razy sprawiały że Kurdowie pozostawali bez swojej ziemi.

W wielu miejscach miasta organizowane są zbiórki wyposażenia, które już wkrótce będzie niezbędne do przyjęcia setek tysięcy uchodźców ze zlikwidowanej właśnie Autonomii Rożawy. Podróżując po Kurdystanie mijaliśmy znajdujące się wokół Erbil obozy uchodźców z Syrii. Teraz Kurdowie z tego kraju starają się dostać do swoich rodaków w Iraku. Z tego powodu planowany na 10 listopada maraton w Bejrucie, stolicy Libanu – w którym startowaliśmy w zeszłym roku – właśnie został odwołany. Do tego kraju zdążają uchodźcy z Rożawy, których część ruszy w dalsza drogę do Iraku. Mam nadzieję, że maraton w Erbil za rok będzie mógł się odbyć.