Powoli zbliżamy się do końca opowieści o naszej wyprawie na maraton w Kurdyjskiej Autonomii w Iraku. To chyba dobry moment, by napisać coś o kosztach – kosztach, które zawsze wzbudzają tyle emocji.

Tradycyjnie największą składową jak przy każdym dalekim wyjeździe stanowiły bilety lotnicze. Dwóch z nas wylatywało samolotem z Warszawy do Wiednia (Michał i Paweł), dwóch zaś (Sławek i Zbyszek) przyjechało do Wiednia – gdzie się wszyscy spotkaliśmy na lotnisku – autobusem z Katowic (i tak też wracali z Wiednia do Polski). Stąd też koszty były dla nas nieco zróżnicowane. Przeloty mieliśmy dość skomplikowane, ale dzięki temu tańsze – wygodne połączenie lotnicze z Warszawy, z jedną tylko przesiadką w Stambule, ciężko było zmieścić poniżej 3000 pln / osobę.

Warszawa – Wiedeń – Warszawa: samolot – 440 pln / osoba
Katowice – Wiedeń – Katowice: autokar – 80 pln / osoba

Oszczędność wersji „autokarowej” pomniejszał fakt, że Sławek i Zbyszek do Wiednia dotarli wiele godzin wcześniej, więc musieli coś zjeść oraz przetransportować się na lotnisko. To koszt dodatkowych 100 pln / osobę. Podróżujący do Wiednia samolotem mieli wygodniej i tylko cztery godziny do przesiadki, więc zgłodnieć nie zdążyli (a byle kanapka na lotnisku to 40-60 złotych). Do Stambułu polecieliśmy już wszyscy razem i stamtąd lotem bezpośrednim dolecieliśmy do Erbil, stolicy Kurdystanu. Wracaliśmy natomiast dla ucięcia kosztów nieco inaczej: z przesiadką w tureckim Gaziantep (lotnisko przy granicy z Syrią, co było dość ryzykowne logistycznie ze względu na krótki czas przesiadki – 40 minut – ale się udało)

Wiedeń – Stambuł – Erbil + Stambuł – Wiedeń: samolot – 1450 pln / osobę
Erbil – Gaziantep – Stambuł: samolot – 140 pln / osobę

W Stambule byliśmy na tyle już głodni, że zdecydowaliśmy się na lekki obiad na lotnisku (kebab z frytkami i colą). Koszt to około 65 pln od osoby.

Głównym wydatkiem w Erbil był hotel. Przylatywaliśmy o 2 w nocy z wtorku na środę, więc zależało nam na noclegu już w połowie doby. Wylatywaliśmy zaś o 00:50 w nocy z soboty na niedzielę, więc i tę dobę musieliśmy zagospodarować w hotelu. W efekcie rezerwacja noclegów opiewała na 5 dni, choć na siłę dałoby się skrócić pobyt hotelowy do trzech. Niemniej dzieląc koszt pokoju hotelowego na czterech mogliśmy sobie pozwolić na rezygnację z takich „oszczędności”. Pokój 4-osobowy (trzy łóżka plus dostawka) w hotelu **** (liczba gwiazdek oczywiście wg. lokalnego standardu) kosztował nas 380 dolarów plus 2 x transport hotelowy (z lotniska i na lotnisko – w nocy) po 20 dolarów. Łącznie więc w hotelu zostawiliśmy sporo, bo aż 420 dolarów (w cenie mieliśmy dobre i duże regionalne śniadania). Wyszło więc po 85 pln od osoby za dobę. Akceptowalnie.

Byliśmy gotowi na zakup na lotnisku wizy kurdyjskiej, która miała kosztować 10 dolarów. Okazało się jednak, że żadnych wiz nie było. Mała oszczędność, a cieszy.

Dużym kosztem było wynajęcie kierowcy i auta na wypad poza miasto. 10 godzinna wyprawa kosztowała nas aż 200 dolarów. Z całą pewnością można było poszukać kierowcy tańszego, ale tutaj byliśmy pod presją czasu gdyż poszukiwania zaczęliśmy dopiero wieczorem dnia poprzedniego i trzeba było brać co jest. Skorzystaliśmy z oferty „znajomego” recepcjonisty. Podczas wyjazdu byliśmy na dużym obiedzie, który teoretycznie chciał zapłacić kierowca – uznaliśmy jednak, że to było „chcenie” grzecznościowe i zapłaciliśmy sami – ok. 62.000 dinarów (czyli niecałe 200 złotych) za pięć osób (nas czterech + kierowca)

Drogo, bo po około 8000 dinarów (24 pln) zapłaciliśmy za przejechanie się w Erbil kolejką widokową w parku miejskim. Widok na miasto był rzeczywiście ciekawy, niemniej drogo. Wstęp do Erbil Cytadel (zabytek UNESCO) okazał się bezpłatny, natomiast bilety wstępu do mieszczących się w nim odrestaurowanych domów w których mieściły się małe muzea, to zwykle koszt 1000-2000 dinarów, czyli 3-6 złotych za jeden wstęp. Kupiliśmy ich kilka, ale tylko jeden był wart zwiedzenia.

Resztę wydatków stanowiło jedzenie „na mieście”. Tutaj ceny były atrakcyjne jeżeli jadło się na ulicy. Fajny, spory kebab kurdyjski z obowiązkowo marynowanymi warzywami to… 3 złote. Butelka wody 1.5 pln (czyli 500 dinarów). Obiady na czterech jedliśmy w kwotach od 10 do 16 tysięcy dinarów (30-40 pln za obiad 4-osobowy). Wyjątek cenowy stanowił wspomnianym już obiad u podnóża gór w cenie 62.000 dinarów. Kierowca ewidentnie zabrał nas do najdroższej restauracji, być może oceniając że turyści z Europy byle gdzie jeść nie będą (zwłaszcza jeżeli stać ich było na jego wartą 200 dolarów usługę przewodnika)

Trudno powiedzieć ile wydaliśmy na wodę, picie, przekąski – każdy jadł ile chciał. Niemniej była to niewielka kwota. Raz Sławek zamówił np. sok wyciskany z granatów, i zapłacił za niego 6000 dinarów czyli 18-20 złotych. To był najdroższy zakup jedzeniowy jaki zrobiliśmy, dokonany jednak w najdroższym miejscu miasta.

Pamiątkowe magnesy na lodówkę były drogie i brzydkie – około 5000 dinarów za sztukę. W piwnicy jakiegoś sklepiku na targu ze starociami kupiłem sobie jako kolekcjoner ceramiki i regionalnych „potworów” – starożytnie wyglądający gliniany dzban wielkości litrowej butelki mleka za 30 dolarów, oraz kamienny postument jakiegoś rytualnego konia (wspomniany „potwór”) za 25 dolarów. Dzban mi jednak zabrano na lotnisku… Było sporo zamieszania, przyszły nawet specjalne służby z „archeo” – okazało się, że MÓJ dzban ma pomiędzy 2 a 3 tysiące lat i nie mogę go wywieźć z Kurdystanu. Celnicy nie mogli uwierzyć, że kupiłem go za 30 dolarów, twierdzili że jest wart… 2 tysiące dolarów. Dzban przepadł, został na lotnisku, a ja byłem szczęśliwy, że puszczono mnie do samolotu i nie zakwalifikowano jako przemytnika. Choć pobrano odciski palców oraz skopiowano paszport. Teraz tylko nie wiem – czy liczyć, że straciłem 30 dolarów, czy dwa tysiące? 🙂 Postument rytualnego kamiennego konia, po długich targach z celnikami, udało się zatrzymać. Ciekawe ile jest wart!

Ostatnim wydatkiem były pakiety startowe na maraton. Opłaty dokonywało się bezpośrednio w Biurze Zawodów. Koszt to 20 dolarów / osoba.

Chętni mogli wykupić także ubezpieczenie. Standardowa polisa w PZU kosztowała 42 pln, wraz z dodatkowym (dobrowolnym) ubezpieczeniem „od terroryzmu” koszt polisy wzrastał do 140 pln.

Łączne koszty naszej czwórki wyniosły jak łatwo policzyć około 12.000 złotych plus jedzenie na mieście i drobne wydatki ok. 500 złotych.

12.500 pln / 4 osoby = 3.125 pln / osobę
3.125 pln / 6 dni trwania podróży = 521 pln / osobę / dobę wyprawy.

Cena nie uwzględnia mojego dzbana i kamiennego konia kupionych łącznie za 55 dolarów. Ale to już mój osobisty zysk jak się okaże, że koń jest wart majątek!

PS. Przy przeliczeniach używałem kursu 1 dolar = 4 pln, 1000 dinarów = 3 pln.